Wierz mi, pacjent w takiej sytuacji odczuwa skrępowanie, przy badaniu per rectum także, nawet gdy badajacym jest mężczyzna. Jeszcze większe przy tym gdy pielegniarka pomaga przy zakładaniu cewnika, lub gdy myje całego pacjenta. Pamietam to z własnego doświadczenia. I takie "podejście jakby nigdy nic", takie "naturalne" potraktowanie sprawy pomaga przełamać ten wstyd. I to podziwiam.

Co do hospicjum, to ludzie umierajacy,ale i robiący pod siebie, wymiotujacy. Trzeba dużej odporności, moze i poswiecenia aby to wytrzymać.
Jeśli mówisz o sprawie z pozycji pacjenta - to oczywiście

jak by nie patrzeć narusza się jego najbardziej intymną sferę i bez znaczenia jest czy pacjentem jest robotnik, księgowy, czy osoba bezpośrednio związana z ochroną zdrowia. Reakcja każdego jest bardzo podobna, zwłaszcza gdy po raz pierwszy znajduje się w sytuacji, gdy nie radzi sobie z podstawową samoobsługą, lub gdy ograniczenia znacznie ją uniemożliwiają.
A to podejście "jak by nigdy nic" po setkach pacjentów rzeczywiście staje się naturalne

Co do hospicjum i rzeczy które wymieniłeś jako jedne z gorszych... W hospicjum jest ich stosunkowo mało i bardzo często toaletą ciała pacjenta zajmuje się najbliższa rodzina. Są o wiele gorsze oddziały, gdzie tego typu "incydenty" są nagminne, ale szczegółów zdradzała nie będę

W każdym bądź razie swoje praktyki w hospicjum wspominam bardzo pozytywnie, do tego stopnia, że dość poważnie myślę nie tyle co o pracy w takim miejscu, ale o założeniu własnej prywatnej placówki.