CYTAT(Dishman)
Np. poprzez brak kompetencji.
Kompetencje - ważna rzecz, na szczęście nie w dyskusjach światopoglądowych.. najczęściej zasłaniają się nimi ci, którym brakuje argumentów. Dla przykładu pomyśl, co stałoby się z forum, gdyby obyczaj dopuszczał dyskusje wyłącznie w zakresie posiadanych kompetencji formalnych.
CYTAT(Dishman)
Znowu, idąc Twoim tokiem rozumowania, aby wiedza była przydatna i praktycznie użyteczna, po co Ci wiadomości, których w większości nie wykorzystasz? Po co Ci wiedza o świecie skoro nie jest Ci ona tak naprawdę potrzebna do życia?
I tu dochodzimy do konkluzji. Posiadasz wiedzę, która często jest zbędna. Czytasz wiadomości o świecie, które nie wpływają na Twoje życie. Nie możesz przeprowadzić ich dokładnej analizy, ponieważ nie masz żadnej wiedzy szczegółowej potrzebnej do tego.
Twierdzisz, że wiedza szczegółowa jest Ci niepotrzebna, ale również wiedza podstawowa w dużej części jest dla Ciebie zbędna. Wiesz coś, bo wiesz, ale ani tego nie wykorzystasz, ani tego nie zinterpretujesz.
Tok mojego rozumowania jest następujący - potrzebna wiedza służy do życia, niekoniecznie
przeżycia.. tu wystarczyłaby umiejętność odżywiania i wentylacji, do tego sprawne płuca. Dlatego znajomość otaczającego świata, w tym mapy, czy podstawowych obszarów geopolitycznych i kulturowych globu tak.. podział jąder pantofelka już nie.
Szczegóły i podstawy - w szkole tylko drugie można trwale przyswoić, a nauka szczegółów oznacza zupełny brak wiedzy. Obecny system sprzyja następującej patologii - uczymy się szczegółów, często bez znajomości podstaw, po roku nie wiemy nic. Pozostaje poza moim pojęciem, jak można gloryfikować tak chory system - faktycznie jego skutki muszą być zastraszające..
CYTAT(Dishman)
Zawsze powinniśmy dążyć do tego, aby ludzie byli jak najlepiej wykształceni i wiedzieli jak najwięcej. Jeżeli uczysz się dużo, zamiast obijać to nauczysz się podstaw w tym i w drugim systemie. Z taką korzyścią, że w naszym systemie, jeżeli potrzebna będzie Ci wiedza szczegółowa, to sobie ją przypomnisz, a nie będziesz musiał się jej uczyć.
Samostanowienie jednostki i polityka przymusu - poglądów na sprawę jest wiele, od totalnego liberalizmu, do gloryfikacji statystyk.. nawet za cenę rozumu.. sam pozostanę przy zdaniu, że za los swój sam wolę odpowiadać.
Mylisz się, mój program zapewnia szybsze przyswojenie szczegółów dzięki znajomości podstaw, obecny sprawia, że chcąc zgłębić wiedzę należy rozpocząć od zera.
O jakości programu, poza innymi cechami, decyduje możliwość wykorzystania.
Myślę, że nauczyciele lepiej od Ciebie wiedzą co i jak, jak mówią o nim przeładowany, albo nie nadążamy.. no ale może i Ty wiesz lepiej..
CYTAT(Dishman)
Przyznaję rację sobie - szkoła nie jest koniecznym warunkiem rozwoju, a szczegółową wiedzę można zgłębić samemu. Dlatego nie należy uczyć szczegółów, tylko promować myślenie i uczyć podstaw tych, którzy sami nie mieliby zamiaru.
Czy negujesz instytucję szkoły jako takiej? Bowiem skoro samemu można nauczyć się szczegółów (polecam samodzielną naukę matematyki), a podstaw mogą nauczyć rodzice (bo przecież wszyscy je znają, lub na pewno by je znali), to gdzie miejsce na szkołę?
Nie, nie zamierzam powtarzać, sformułowałem to naprawdę przystępnie, przeczytaj raz jeszcze i zwróć uwagę na zakończenie, zrozumiesz.
CYTAT(Dishman)
Sprowadza się to w ostateczności do tego, czy patrząc na ptaka widzisz czaplę, czy żurawia... . Z pewnością ma to istotny wpływ na życie przeciętnego Polaka...
Żadna z przyswajanych w szkolnej ławce informacji nie ma siły sprawczej tak wielkiej, aby mocą swoją wywrzeć wpływ na życie ludu, a selekcjonować należy istotne.
CYTAT(Dishman)
Obecny poziom nauczania jest wyższy, bowiem generuje większą ilość wiedzy i wymaga od ucznia większego wysiłku. Łatwiej w przyszłości nauczoną raz wiedzę przypomnieć sobie, niż uczyć się od podstaw.
Z polskiego nie znam nawet podstaw. Ciekawe, jak mogłem maturę zdać na czwórki. Doprawdy, jestem pod wrażeniem tego, jak próbujesz mnie oczernić.
Faktycznie ciekawe, jak mogłeś dostać na maturze czwórki. Ja też się właśnie dziwię.
Oto i mamy całą patologię systemu widoczną jak na dłoni na Twoim konkretnym przykładzie - wyuczono Cię interpretacji, przymuszono do czytania ballad, jakieś filozofie i nurty może i znałeś, a ojczystym językiem nie umiesz władać.. a na domiar wszelkiego urągowiska postawiono Ci dobry na maturze.. Proszę Państwa, tutaj jakikolwiek dalszy komentarz jest zbędny..
Jak widzisz poziom nauczania jest niższy, a większy wkład pracy uczniów to wyraz patologii systemu.
CYTAT(Dishman)
Wytrwałość jest bardzo ważna, bo pomaga w życiu. Myślenie jest również bardzo istotne i im więcej wiedząc stykając się z jak największą ilością nowych rzeczy rozwijamy siebie i swoją wiedzę o świcie. Uruchamiamy myślenie. Oczywiście w szkole jest wiele dziedzin, które obecnie wymagają pamięciowego opanowania. Jest również bardzo wiele dziedzin, w tym matematycznych w których nie da się wkuć zadania na pamięć - trzeba je zrozumieć.
Wytrwałość jest ważna, a jeszcze ważniejsze myślenie, nawet kosztem wytrwałości.. pozwala ograniczyć wytrwałość do wartości koniecznej.
Zmuszanie do wyuczenia masy zbędnych informacji rozwija myślenie - teoria godna samego ministra edukacji, sam pozostanę przy opinii, że od ilości cenniejsza jest jakość.
CYTAT(Dishman)
Odnośnie pierwszego zdania. Może jakieś uzasadnienie?
Ja promuję system, który myśli o wszystkich, który właśnie troszczy się o tych niezdecydowanych. Decydujesz się na coś konkretnego? Jest alternatywa dla Ciebie klasa w LO o profilu biologiczno-chemicznym, matematyczno-informatycznym, czy humanistycznym. Każda z tych klas obecnie przedmioty spoza sfery swoich zainteresowań ma przeprowadzane na poziomie podstawowym, a te z wybranej przez nich dziedziny są uszczegółowione. Do tego masz jeszcze licea profilowane w których niemal każdy przedmiot ogólny jest na poziomie podstawowym, a dochodzą przedmioty zawodowe, które dają podstawy np. rachunkowości w profilu (ekonomiczno-administracyjnym).
Uzasadnieniem są moje posty, przeczytaj raz jeszcze, zauważysz.
Skoro promuje niezdecydowanych, to nie wszystkich, ponadto nie zgadzam się z Twoim zdaniem i przekonaniem, że nawet dla nich jest korzystny, jak i z opinią, że przyswojenie niezbędnych na maturze informacji koreluje w jakikolwiek sposób z ich nauką we wcześniejszych latach, które to - w mojej wizji - poświęcić należy na solidne poznanie podstaw, aby ostatni rok ograniczyć do ich rozszerzenia w zakresie wybranych przedmiotów.
To i dobrze, że istnieją profile, w żadnym elemencie nie zmienia to ani nie neguje zależności, którą przedstawiłem wyżej.
CYTAT(Dishman)
Owa konieczność jest potrzebna dla tych, którzy nie są zdecydowani, a nie jest ich znowu tak mało. Mają oni później równe szanse przy wyborze studiów. To jest troska o młodych ludzi i nie pozostawianie ich samym sobie. To jest opieka nad tymi ludźmi i nie zmuszanie ich do wybierania ścieżki, którą będą kroczyć w przyszłości już teraz. To trudny wybór dla młodych osób. Szczególnie jeżeli proponujesz zajęcia dodatkowe już w podstawówce.
Bardzo mnie cieszy ta potrzebność

.. bo wcześniej właśnie pisałeś, że wadą mojego programu jest konieczność nadążania za nim.. Teraz jak widzę zmieniłeś zdanie i konieczność zrobiła się potrzebna, ale pewnie nie na długo, tylko do chwili, aż sam się zorientujesz w tej wewnętrznej sprzeczności i zaczniesz cytować piętnaście ostatnich postów z całą ich zawartością, ale pominięciem fragmentu, w którym to pisałeś, że konieczność nie jest potrzebna

Stresujące sytuacje można mnożyć, twierdzenie, że zwiększają szanse i zaradność to bzdura, bezsens i indolencja biologiczno-medyczna do tego.. właśnie, chyba uczyli Cię w szkole na biologii o osi podwzgórze-przysadka-nadnercza.. może nie..? A przydałoby Ci się właśnie Kolego Dishman znać podstawy, wtedy nie pisałbyś, że stres wzmacnia, albo zwiększa szanse na przyszłość.
Mój program w żadnym stopniu nie odbiera nikomu szans na studia, to Twój wymysł.. nikomu nie zabraniam się uczyć, ale sprzeciwiam się przymusom w nadmiarze.
CYTAT(Dishman)
Co zresztą obaliłem:
Przypomnę Ci zatem, że wszystkie cytaty przytoczyłem wyraźnie na Twoje stwierdzenie, że nauczyciele popełniają błędy ortograficzne, co jak widać wyżej udowodniłem. Słusznie piszesz, że na forum można odczytać co mówił ktoś wcześniej. Ja się tym posługuję i przedstawiam Ci Twoje własne wypowiedzi.
Gdzie skłamałem? Jeżeli kłamstwem jest cytowanie nie całej wypowiedzi, to ja Tobie kłamstwo mogę zarzucić wielokrotnie. Nie cytuję wszystkiego, gdyż to wybija z meritum. Jeżeli nie zmienia to kontekstu wypowiedzi, to można cytować to co najważniejsze.
Wiem dobrze, co napisałem, napisałem, że nauczycieli nie zapytam o radę, bo sami mają z tym problem. Odniosłem swoją wypowiedź do następującej Twojej..
Oczywiście, że czytanie pomaga lepiej budować zdania. Spytaj się polonisty. Na błędy ortograficzne również najprostszym sposobem jest czytanie. Jasne pisanie i korekta jest też pomocna, ale wymaga większego wkładu pracy. Poprzez czytanie, szczególnie jeżeli ktoś jest wzrokowcem, utrwala mi się, że który piszemy przez "ó", a nie przez "u".
Przynajmniej mnie tak uczono w podstawówce i muszę przyznać, że faktycznie czytanie bardzo pomaga przy błędach.Jak widać dotyczy ona zarówno ortografii, jak i sposobu formułowania myśli. Następnie zarzucając mnie, że nie odniosłem się do treści Twojego postu napisałeś, że pisałeś wyłącznie o ortografii. Na podparcie swojego stanowiska zacytowałeś swoją wypowiedź wycinając z niej jednak fragment, w którym pisałeś również o stylistyce.. próbowałeś wybrnąć krętactwem, ale cieniutko to wyszło..
Wybiórcze cytowanie nie musi wiązać się z kłamstwem, ale pisanie, że nie pisało się czegoś, co pisało się jasno i dokładnie, a na podparcie słów przytaczanie cytatu z wyciętym jednak fragmentem, gdzie to właśnie jest napisane, już sankcjonuje krętactwo.
CYTAT(Dishman)
Analogia polegała na tym, że porównałeś wiedzę książkową, nieprzydatną wg. Ciebie do wiedzy o numerach z książki telefonicznej również do niczego nieprzydatną. Jak się okazuje widzisz jednak róznicę pomiędzy wiedzą szczegółową, a wiedzą na temat numerów telefonów, oraz przydatność jednej i drugiej. Dowodem niech będzie fakt, że teraz wypierasz się porównania obydwu rodzajów wiedzy, widząc, że nie ma żadnego sensu takie porównywanie. Skoro nie ma sensu, to jak można przyrównać jedno do drugiego?
Mówi Ci coś termin teza..? Twoja była następująca - warto przyswajać nawet zbędną wiedzę, jeżeli to ćwiczy wytrwałość. Przykład książki telefonicznej przywołałem dla zobrazowania faktu, że założenie jest błędne. Tym samym nie było w mojej antytezie nawet odniesienia do innej niż telefoniczna wiedzy, a jedynie do tezy, która nie odnosi się do konkretnej wiedzy.
Zestawienia wiedzy pochodzącej z książki telefonicznej z wiedzą szkolną, oraz opisu wniosków wynikłych po porównaniu powyższych, chętnie dokonam oddzielnie, nie odnosząc się jednak do powyższej tezy.
CYTAT(Dishman)
System jest dla osób, które nie wiedzą co chcą robić. Zatem lepiej żeby uczyły się wszystkiego i łatwiej przeskoczyły na dany przedmiot, niż miały się cofać i np. tracić rok. To zapewnia płynne przechodzenie na kolejny szczebel rozwoju. Patologią systemu nie jest to, że uczeń nie wie czego chce. System odpowiada na takie zjawisko tworząc zabezpieczenie. Jeżeli ktoś wie czego chce to niech dąży do tego. Pozostałe przedmioty, niepotrzebne mu do niczego może traktować po macoszemu.
System dla ludzi, którzy nie wiedzą czego chcą.. i tutaj się wreszcie zgadzamy !
Otóż i całe podsumowanie Twojej wizji.. nie tylko edukacji..
Może lekko traktować pozostałe przedmioty..? Obecnie często nie może.
Tu jest pies pogrzebany

CYTAT(Dishman)
Otóż to, ponawiam argumenty, gdyż nie widzę miejsca na inną polemikę. Jeżeli przedstawisz coś nowego, jestem skłonny odpowiedzieć czymś nowym, ale jeżeli piszesz w kółko to samo, nie mogę polemizować wytaczając argumenty na inny temat.
Co widzisz mnie nie interesuje, wyjaśniłem wszystko przystępnie, przeczytaj.
CYTAT(Dishman)
A Twoje zapędy do obrażania ludzi widzę już po raz kolejny. To jest najlepszy dowód na to, że komuś kończą się argumenty.
Mój styl jest naturalnie moim wyborem i cieszę się, że nie muszę nikogo wyzywać od jedzących z chlewu i określać mianem piśmienniczego beztalencia, jak również sugerować, że nie mam podstaw języka polskiego. Mnie to niepotrzebne. Nie stosuję takich zagrywek, bo mam argumenty. Nie muszę kogoś obrażać, nie muszę wytykać mu błędów piśmienniczych. Ty musisz i to jest Twój problem.
Pomieszało Ci się troszkę.. problemu nie mam żadnego, może problemik i to tylko wtedy, gdy usiłuję zachować powagę właściwą rozsądnej dyskusji czytając Twoje posty.
Twoja opinia na temat moich rzekomych patologicznych upodobań to wycieczki osobiste, niczego do tematu nie wnosi i jako taka jest nie na miejscu i nieuprawniona.
Czym kto poczuje się obrażony to zagadnienie szerokie, ktoś np. może poczuć się obrażony tym, że nie zniżę się do jego poziomu i nie zacznę ubliżać. Dlatego w ocenie czynników obrażających należy posługiwać się oficjalnym, uznanym przez słowniki i naukę systemem klasyfikacji powyższych.
Nie było nigdy w moim wykonaniu niczego, co można by do nich przypisać, a czyjakolwiek subiektywna opinia mnie nie interesuje.. interesują mnie konkrety, fakty, naprawdę uczmy się nimi posługiwać.
CYTAT(Dishman)
Ależ nic podobnego nie pisałeś.
Sam napisałeś, że skoro coś nie poprawia losu kraju, ani niczyjego losu, a jest źródłem udręki i szkodzi to nie jest nic warte. Dlatego napisałem, że olimpiady nie pomagają, nie promują nowych talentów, nie rozwijają. To jest zgodne z Twoimi poglądami, które zaprezentowałeś. Ja się pod nimi nie podpiszę. Dlaczego? Powyższa wypowiedź jest utrzymana w tonie sarkastycznym, zatem argumenty przytocz sobie sam. Chyba nie muszę Ci wszystkiego wyłuszczać?
Problem tylko w tym, że olimpiady i konkursy mają związek z przeciętną w naszym kraju, o czym pisałem wyżej. Ty piszesz, że one związku nie mają, po wypowiedzi kompletnie bez sensu. Bowiem pierwsze zdanie, które bezpośrednio odpowiada na pytanie jest niezwiązane z tematem.
Jak to nie pisałem..? Przecież napisałem wyraźnie, żebyś podparł stanowisko argumentami, sam to właśnie zacytowałeś.
Sam mam przytaczać argumenty..? Sądziłem, że teraz Twoja kolej, skoro nie, to tym lepiej..
Poniższą wypowiedź..
Olimpiady i konkursy.. one poprawiają los kraju..? Zresztą z przeciętną w szkołach są bez związku...zamieściłem w ramach komentarza do Twojej opinii sugerującej, jakoby przedstawiciele państw zachodnich powzięli słuszną opinię o wiedzy merytorycznej i poziomie naszych uczniów na podstawie olimpiad. Ty odpisałeś, że nie odniosłem się do korelacji olimpiad z wiedzą uczniów.. na dowód zacytowałeś moją opinię, celowo jednak wycinając z niej drugie zdanie.. liczyłeś, że do niej nie wrócę, ale nie wyszło..
Znów idziesz w zaparte, Dishman..? Tak bardzo Cię zabolało, że wywlokłem Twoje grzeszki na forum..? Nie mój problem.
CYTAT(Dishman)
To zależy od konkretnej dziedziny o czym również pisałem, co pomijasz. Skąd wniosek, że szkoła wymusza ciągłą naukę w nadmiarze? Jeżeli wiedza osoby startującej w olimpiadzie pochodziłaby ze szkoły i wystarczała, to wniosek stąd prosty, że poziom nauczania jest wyższy niż za granicą, bo u nas to standard dla wszystkich, a za granicą uczą się tak tylko wybitni. Poza tym, jeżeli już ktoś z nadmiaru wiedzy miałby czegoś zapomnieć, to szczegółów, a nie podstaw. Bo skoro miałby zapomnieć podstaw to oznaczałoby to, że mógłby stać się wtórnym analfabetą. Co jak sam zapewne rozumiesz jest istnym absurdem.
Gdyby olimpijczycy przyswajali wiedzę wyłącznie na lekcjach, oznaczałoby to, że lekcje są podporządkowane wybrańcom i są przeładowane programem. Fakt, że lekcje zostaną przeładowane programem nie oznacza, że uczniowie program przyswoją, raczej będą siedzieć i nic nie pojmą.. tak byłoby wynosząc program do rangi właściwej olimpijczykom.. czego tu nie rozumiesz..?
CYTAT(Dishman)
Z dyskusją o tym, skąd za granicą wiedzą o poziomie naszych uczniów nie mają związku wymiany studenckie? Kolejna bardzo ciekawa teza.
Wymiany studenckie, jak się nie mylę, dotyczą studentów, a oni już nie uczą się w szkołach.. znów Ci się pomieszało, no nic, to się czasem zdarza

CYTAT(Dishman)
A gdyby była Ci ta wiedza potrzebna z różnych powodów, to kto opanuje ją szybciej? Polak, który sobie ją przypomni, czy Francuz, który będzie o tym czytał pierwszy raz w życiu?
Prędzej zapewne Francuz, bo zna podstawy, które Polakowi rozmyły się wraz ze szczegółami w nadmiarze.. oczywiście wszystko zależy od konkretnego przypadku, ale piszę o pewnej normie, zasadzie, która wg mojej koncepcji obowiązuje..
CYTAT(Dishman)
Być może Twoja opinia o wkuwaniu wszystkich szczegółów bierze się z Twoje doświadczenia. W biologii faktycznie wiele rzeczy trzeba po prostu znać. Jednak matematyka jest o tyle lepsza, że nie potrzeba w niej wkuwania, a właśnie myślenia. Skoro jakoś sobie radzisz to się cieszę.
Matematyka wymaga myślenia, ale swoistego i nie tylko.. nic nie da myślenie bez matematycznych cech umysłu. Biologia ma do rzeczy tyle samo, co każdy inny przedmiot, nie uczyłem się wyłącznie biologii, a oceniam program jako całość, a nie cechy dyscyplin.
CYTAT(Dishman)
Skoro łapiesz, a o tym nie piszesz, to ja nie jestem wróżką, żeby wiedzieć, czy załapałeś, czy nie. Stąd też moje pytanie, czy łapiesz. Skoro łapiesz to świetnie. Na przyszłość daj znać, bo zmuszasz mnie do tłumaczenia czegoś co rozumiesz. Zrozumienie bowiem polega na dialogu. Jeżeli mi nie powiesz lub nie udowodnisz, czy załapałeś, czy nie to ja tego nie wiem.
Pierwszym argumentem było to, żeby u nas było tak jak na zachodzie bo na zachodzie jest lepiej. Dopiero później, rozwinąłeś myśl. Ja pociągnięty za język doprowadzam jednak sprawę do końca. Co też czynię.
Jeżeli kraje cywilizowane mają program nauczania w szkołach bardziej ograniczony niż nasz, a poziomem socjo-ekonomicznym, oraz stopniem rozwoju nauki przewyższają nas wielokrotnie, to nie pozostaje nam nic innego niż uznać, że postępują w zakresie edukacji obywateli słusznie, a przynajmniej lepiej niż my.
Temat na kolejną dyskusję. Poziom socjo-ekonomiczny, a już szczególnie ekonomiczny związany z młodą kadrą naukową to zagadnienie szerokie, związane również z sytuacją ekonomiczną danego kraju, która z kolei opiera się na historii danego kraju. Sprowadzanie sytuacji socjo-ekonomicznej do poziomu edukacji jest gigantycznym uproszczeniem.
Łapię wiele z otaczającej rzeczywistości, zasadniczą jej część kontestuję w całości, w tym Twoje argumenty. Pierwszym i jedynym tu moim jest fakt, który szerzej omawiam w powyższym przez Ciebie cytowanym fragmencie.
Poziom socjo-ekonomiczny, jak i niedostatki w jego zakresie, to zagadnienie szerokie, jednak można je rozłożyć na czynniki, jednym z nich jest edukacja. Nie ma podstaw sądzić, że Polska postępuje w jej zakresie słusznie, jednym z dowodów na co są wspomniane braki.
CYTAT(Dishman)
Skoro jest poza dyskusją, to po co zadajesz sobie trud na jej napisanie? Po co robisz coś, co jest bezcelowe?
Nie zamierzam tłumaczyć, dlaczego wyrażam na forum radość, również nie odpowiem po co dyskutuję.. może w stosownym temacie..
CYTAT(Dishman)
O ile liczyć, że refleksja musi pojawić się wraz z uczeniem się na egzamin, to faktycznie trudno znaleźć na to czas. Nauka jest równiez na lekcji i w przypadku historii można spokojnie słuchać o konkretnej sytuacji i zastanawiać się dlaczego tak, a nie inaczej. Mało tego bardzo wiele lekcji historii jest opartych na dyskusji nauczyciela z uczniami. Ja taką historię miałem przez cały czas u różnych nauczycieli w róznych szkołach.
System wymaga nauki i znajomości czegoś, ale każdy system taki jest. Twój system jest podobny. Jeżeli ktoś chciałby wiedzieć więcej, zastanowić się nad czymś, to i tak się zastanowi. Ja myślę, że zmniejszenie materiału spowoduje wprost proporcjonalnie zmniejszenie nauki u młodych ludzi, a nie wykorzystanie czasu wolnego na naukę, refleksję z własnej inicjatywy.
Można słuchać i się zastanawiać, ale nacisk położony jest w złym punkcie i w tym sęk. Jeżeli zmusić ucznia do uczenia 30 dat, to najbardziej prawdopodobne jest, że wypisze je na kartce wraz z przypisanymi wydarzeniami, wyuczy się i od razu zapomni.. tak daty, jak wydarzenia.
Mój system spowoduje zmniejszenie
czasu nauki, dzięki Bogu, bo o to m.in. chodzi, zwiększy za to efektywność i sens.
Widzisz Dishman, nasz spór jak widzę ma znacznie szerszy kontekst, bo zasadza się na skrajnie różnym pojmowaniu roli państwa i rozumieniu praw jednostki do samostanowienia i rozwoju. Nie jestem zwolennikiem tezy, że obywatel pozbawiony zbawczej opieki zapisów i represji sam się zagubi.. a nawet jeżeli - jego sprawa, jest masa innych, którym stan wolności byłby na rękę i ich należy promować.
CYTAT(Dishman)
Umiejętnośc pisania i czytania nie oznacza, że są to podstawy innych przedmiotów - zgoda, ale skoro w rok można nauczyć się od zera materiału z 12 lat 5 dowolnych przedmiotów, to dlaczego wykluczasz z kręgu tych przedmiotów język polski? A matematykę również? Skoro wykluczasz polski (zobaczymy jak zadeklarujesz się w przypadku matematyki), to znaczy, że nie jest on przedmiotem.
A czy język polski nie uczy liter? Na pewno powtarza, chociaż to jeszcze zależy, czy "zerówkę" wliczyć w szkolnictwo podstawowe. Chyba tak.
Gdybym wykluczył polski, albo matematykę, zrobiłbym zastrzeżenie nie odmawiając wymienionym dyscyplinom rangi przedmiotów.
Nie wykluczam, ponieważ nauka polskiego od zera w obszarze dyskusji (poziom szkoły średniej) nie jest równoznaczna z nauką liter, podobnie jak nauka biologii od tego poziomu nie oznacza, że uczeń nie wie, jak wygląda drzewo. Podobnie jest z matematyką - uczeń umie dodawać, mnożyć, zna cyfry (odpowiednik znajomości terminu drzewo, albo zwierzę w biologii), bez których to nie dobrnąłby do szkoły średniej.
CYTAT(Dishman)
Ty też tego nie wiesz. Jeżeli nie wiesz to nie możesz zakładać, że są grupą reprezentatywną. Grupy reprezentatywne to przeważnie tysiące osób (oczywiście zależy od ogółu, ale uznając, że ludzi uczących się jest miliony, to grupa reprezentatywna spokojnie może być liczona w tysiącach). Pytanie zatem, czy dobrze znasz tysiące osób. Ale znajomość jako taka jest zbyt niewielka, do badań.
W zestawieniu z tym, że określasz co jest normą, a co nie, to Twój pogląd jest guzik wart.
Jeżeli ktoś opiera się o dosyć konkretną tezę, że ktoś jest poniżej przeciętnej, to powinien pokazać jakiekolwiek wyniki owej przeciętnej i zestawić je z wynikami danej osoby. Dopiero porównanie może sprawić, czy masz rację, czy nie. Jeżeli jednak nie przedstawiasz kompletnie żadnych materiałów, źródeł danych, to takiej wypowiedzi nie mozna traktować poważnie.
A przekonania bardzo często opierane są na faktach i statystykach. Moje przekonanie o chodzeniu na wybory poparte jest wynikami frekwencji.
Skoro nie wiesz, to dlaczego zakładasz, że nie stanowią..? Po co wypowiadasz się i zajmujesz stanowisko w sprawie, o której nie masz pojęcia..?
Grupy reprezentatywne są potrzebne wtedy, kiedy przeprowadza się oficjalne, oparte na procentach badania. Nie mam dokładnych wyników, statystyk, nie jestem socjologiem.. Ty również. Może zatem powinniśmy zakończyć spór, do toczenia którego nie mamy kompetencji..?
Mój pogląd wart jest tyle samo, co każdy inny w dyskusji.. jeżeli przytaczam procenty, wyniki badań, zapisy, to już nie jest pogląd, tylko fakty..
Skoro ja uczę się jednej nowej dziedziny (standardowo 500 stron książki) tydzień, a czterech - miesiąc, mam prawo wyrobić sobie pogląd na pojętność ludzkiej głowy.. myślę, że brakiem szacunku dla innych byłoby uznać, że nie są w stanie przyswoić podobnego zakresu wiedzy w rok.
CYTAT(Dishman)
Dalej nie widzę uzasadnienia. Widzę tylko zapewnienie.
Szkoda..
CYTAT(Dishman)
Moje zdanie brzmi zrozumiale, ale może być źle zrozumiane, ale nie musi. To czy musi zależy już od tego kto to przeczyta i jego zdolności. A, że jest w nim doza niepoprawności to przyjmuję ją, jako otwarty na krytykę.
Zdolności to można mieć do tworzenia poezji, albo malarstwa i rzeźby.. w rozgryzaniu sensu karykatur składni decyduje przypadek, szczęście, traf..
Doza niepoprawności oznacza, że napisane jest niepoprawnie, a cytuję, co napisałeś -
Zdanie napisane poprawnie.. chłopie, czy Ty w ogóle kiedyś uznałeś swój błąd..? Umiesz powiedzieć - myliłem się...????
CYTAT(Dishman)
Przeskakujesz na styl wypowiedzi wtedy kiedy to tylko możliwe. I właśnie Ty sprawiasz, że dyskusja jest nad poprawnością językową, a nie nad meritum. Stosujesz się do rad Dinozaur, jak widać nie wszystkich.
Stosuję się do rad Dinozaur, ale z zakresu, w którym jest specjalistą.. nie oznacza to, że zamierzam stosować się do wszelkich rad Dinozaur, jakich mi udzieli, zresztą póki co nie neguję żadnych.
Jeszcze raz podkreślam, że na nic nie przeskakuję, ale wytykam Ci błędy, kiedy prowadzą do nieporozumień, a Ty przypisujesz rzekomą winę mnie.
CYTAT(Dishman)
Jak widać nie możesz skończyć, ale to pozostawiam Tobie i administratorowi w końcu chyba porozumienia na poziomie ludzi nadzorujących forum powinny być bez mojej wiedzy. Jeżeli zatem ktoś prosi Cię o zaprzestanie OT-a to jako mod daj przykład i nie odpowiadaj, byleby tylko odpowiedzieć i tworzyć OT.
PS. Taka prośba. Proszę o zwiększenie liczby cytatów.
O porozumienie pomiędzy mną i administratorem nie musisz się troszczyć, zapewniam Cię, że ma się ono dobrze.
Nigdzie nie jest napisane, że jako mod nie mam prawa odpowiadać na cokolwiek, na co odpowiedziałbym modem nie będąc.. zgoda - mogę zamiast odpowiedzi dać Ci warna, ale nie mam zamiaru.
Ty natomiast wykoncypowałeś sobie następującą wizję - Ty piszesz o mnie co chcesz, hulaj dusza piekła nie ma, ja muszę milczeć.. niestety nie liczyłbym na Twoim miejscu na powyższą zależność, nawet jak poskarżysz się pięciu modom i siedmiu adminom..
Wniosek o zwiększenie ilości cytatów wysłałem w Twoim imieniu.. nie wiem, czy poskutkuje. 30 to liczba naprawdę w pełni wystarczająca, aby składnie i w jasny sposób zapodać swoje myśli.. jesteś z pewnością dość rozgarnięty, aby zwięźle i w ciągłej formie przedstawić swoje zdanie, zamiast rozwlekać na siłę posty cytując pół dyskusji.. męczące, zbędne, zaciemniające..
Kolejne zażalenia masz prawo składać w Dziale Technicznym, albo na PW Admina.
Użytkownik Prince edytował ten post 24 January 2008 - 17:56