Poligamia
#41 Gość_~Czarna_*
Napisano 12 November 2007 - 17:32
#42
Napisano 12 November 2007 - 17:59
Bardzo możliwe, ale weszła w dany układ na własne ryzyko. Jeżeli czuje, że mogłaby się zakochać to wtedy nie zdecyduje się na małżeństwo poligamiczne. Widzę to tak: w urzędzie stanu cywilnego urzędnik zadaje pytanie "Czy zgadzacie się państwo na małżeństwo poligamiczne?". Wystarczyłby sprzeciw jednej ze stron aby pozostać jedynie przy opcji mono-.
Z tą dziesiątą żoną/mężem to już przesada. Państwo powinno odgórnie narzucić dopuszczalną liczbę np. 4.
Poza tym, jak się ktoś zakocha to się i odkocha jak wszyscy pozostali. (No dobra 99,99%
Co do tego zezwierzęcenia, to małżeństwa bez uczuć to wcale nie tak odległa historia, nawet współczesność. Teraz bardziej dla forsy, kiedyś dla areału gruntów.
Najlepszy dowód to moi dziadkowie. Moje babcie zostały wydane za mąż pod presją rodziców i co tu kryć pewno dla pola, krów, pierzyn itp. Brak jakichkolwiek wzlotów serca nie przeszkodził dziadkom bardzo rychło doczekać się potomstwa (obowiązek małżeński). Wiem, że to niesmaczne, ale tak było całe wieki. Ludzie zawierali małżeństwa, wydawali na świat dzieci choć się wcześniej nie zakochiwali.
Niby na czym opierały się te związki? Pomimo to były trwałe.
W poligamii, o której mówię przynajmniej każdy sam by decydował czy chce tego układu.
#43 Gość_~Czarna_*
Napisano 12 November 2007 - 18:17
Prędzej przed oczami stanął mi taki obrazek- nie trzeba być przywiązanym do jednej kobiety/mężczyzny, nie ma czegoś takiego jak wierność, a i pojęcie szacunku, wspomnianej wierności i zdrady ulega przeinowaceniu. Odpowiedzialność za osoby wybrane jest znikoma- gdy się "znudzi" zawsze można skupić się na następnej.
I czym byłaby takowa "wierność"? i miłość "aż do grobowej deski"?
O sam motyw zezwierzęcenia chodziło mi w takim znaczeniu, że zaczną rządzić prymitywne popędy. Kasa, seks, użyteczność bądź pożyteczność itp.
Aż przypomniała mi się piosenka "Lepszy model"
Nie wiem... mnie jakoś taka myśl wielo-ożenku przeraża. Może dlatego, że chcę i lubię czuć, że jestem tą jedną jedyną wyjątkową, wybraną spośród całej masy dziewczyn
I zazdrość by mnie zabiła gdybym widziała jak mój facet mizdrzy się do innej :zdziwko
#44
Napisano 12 November 2007 - 18:40
Poligamia to miałby być tylko przywilej, a nie znaczyłoby, że każdy by tak robił. Komu zależy na uczuciach i tak by się na poligamię nie zdecydował.
Jeżeli ktoś chciałby związku dla kasy, np. żeby z kolejną żoną połączyć przedsiębiorstwa dla obopólnego zysku, dlaczego nie mógłby tego zalegalizować?
Nie składałby jej jakiejś deklaracji typu miłość, wierność, tylko przyznał otwarcie: chcę tylko wspólnoty majątkowej. Wtedy żadna ze stron nie byłaby oszukana.
Ten lepszy model to sobie zapewniają niektórzy już obecnie, tylko nie masowo, a seryjnie - jeden po drugim.
Chociaż tak jak pisałam pomysł poligamii, to na dzień dzisiejszy czysta fantazja.
Nie traktuję go serio.
#45
Napisano 12 November 2007 - 18:42
Niby na czym opierały się te związki? Pomimo to były trwałe.
My mamy trochę inną sytuację. Już źle kojarzy się obowiązek małżeński. To trochę takie zmuszanie jednego z partnerów do stosunku. Dzisiaj gdy kobieta nie chciała seksu, mimo, iż zdała sobie z tego sprawę na 2 sekundy przed szczytowaniem partnera, to mówimy o gwałcie. Zresztą Margola wolałabyś seks z obowiązku, czy z dobrej woli?
Też mnie to zastanawia jak to możliwe, że pomimo braku miłości pomiędzy ludźmi ich związki były trwalsze od związków dzisiejszych. Moim zdaniem to wynika z innych czasów. Kiedyś kobieta na roli była zdana na chłopa. Były różne wróżby przepowiadające dziewczynom ślub. Nikt nie chciał być starą panną, a czy teraz to taki dramat stara panna? Prędzej można ją podciągnąć pod kobietę robiącą karierę.
Kobieta kiedyś prowadziła gospodarstwo razem z mężem. Trudno jest obecnie prowadzić gospodarstwo w pojedynkę, a co dopiero kiedyś. A jaką inną perspektywę miała kobieta? Karierę w mieście? Do tego trzeba było wykształcenia, a na wsi o to trudno.
Kobiety wychodziły za mąż, a że nie było rozwodów? Mnie to nie dziwi, dobrze że kobiety wiedziały o takiej możliwości, a żeby wziąć rozwód trzeba by jechać do miasta, do sądu. A gdzie tam takiej babie, jak kiedyś ludzie nie dawali chorych do szpitala zabrać, bo w szpitalach to ludzie umierali. Do tego ksiądz by wyklął i stąd brak rozwodów. To wcale nie oznacza, że takie małżeństwa były szczęśliwe.
Mimo wszystko uważam, że związki z miłości są najlepsze. Gorzej jeżeli jedno chce korzyści materialnych, a drugie wiąże się z miłości. Wtedy są dramaty.
#46
Napisano 12 November 2007 - 18:53
Zmuszanie! Prawdopodobnie właśnie tak było! Nikt nie powie tego głośno, ale łatwo się domyślić.
Ja nie twierdzę, że w tej rzekomej poligamii miałaby być powtórka takich zachowań. Co to, to NIE!
Dałam tylko przykład, że fakt braku uczuć wcale nie skazuje małżeństwa na niepowodzenie.
Powiem trochę poza tematem - gdyby poligamia była dopuszczalna to moja Św.P. babcia po ożenku z dziadkiem mogłaby jeszcze pojąć wybranka swego serca, którego zresztą wspominała, dokąd miała władze umysłowe.
A jeżeli obie strony chcą małżeństwa bez uczuć i nie ukrywają tego?
#47
Napisano 12 November 2007 - 21:12
Małżeństwo bez uczuć - układ biznesowy. :zdziwko
#48
Napisano 12 November 2007 - 21:19
Prawda! Biorąc pod uwagę, że mężczyźni i kobiety mają odmienne potrzeby seksualne.
Jedna żona nie musiałaby się migreną tłumaczyć tylko rzekłaby mężowi:
"idź dziś do Ziuty!"
#49
Napisano 12 November 2007 - 21:36
"idź dziś do Ziuty!"
facet to nie małpa i powstrzymać sie potrafi?!
jak rozumiem Margolu Ty popierasz taki rodzaj "związku"
napisz proszę co skłaniało by konkretnie Ciebie do zawarcia poligamicznego małżeństwa?
ja nie zrobiłabym tego ponieważ ja by na to nie spojrzeć według mnie motorem związku jest miłość, a w takim związku raczej bym jej nie odnalażła
a to ze dawniej fundamentem małżeństwa nie zawsze były uczucia .. no cóż
Ci ludzie trwali razem bo takie były obyczaje, ludzie sie nie rozwodzili nie dlatego ze odnajdywali w końcu w tym związku szczęście (na czymkolwiek by ono miało polegać) ale dlatego ze rozwód był nie do pomyślenia
#50
Napisano 13 November 2007 - 00:33
Miałem nic nie pisać z braku czasu, ale nie pohamuję się, żeby nie zająć stanowiska w sprawie
Oto rozsądek oślepił mnie czytając posty Margoli
Franza też całkiem nieźle, przypada mi do gustu dziewczyna
Po pierwsze jakieś tam teorie, że zdrada to najgorsze co może być dla związku, jakkolwiek pojmowanego, to zwykły brak dojrzałości głoszącego. Jest masa zjawisk o Hades bardziej szkodliwych, za to tak powszechnych i nie budzących zgorszenia, że nawet nikt się z nimi nie kryje.
Sam akt zdrady budzi pewien sprzeciw z racji na pierwotne instynkty, czyli walkę o zawłaszczenie partnera, ergo - przetrwanie własnych genów, bo tak logicznie na to patrząc, to w nim nie ma nic nawet niestosownego.
Ktoś pisze, że to można hamować. Jasne że można, pytanie - po co? Zwłaszcza skoro kocha się tę drugą osobę, to wiedząc, że ona się pohamuje kosztem czegoś, np. dobrego samopoczucia, taki zakaz można uznać za perfidny co najmniej tak samo, jak jego łamanie.
Po drugie - wiadomo, zdradza ponad 80% facetów i to trzeba przyjąć wraz z faktami, jakie oznacza. A oznacza to, że znakomita część z tych, którzy nic nie mówią, albo walczą w świętym zgorszeniu o dobre obyczaje, sama ma lub mieć będzie coś na sumieniu. Z procenta, który nie zdradza, nie wszyscy są święci, w ogóle nie wszyscy rwą baby, to jasne. Po prostu jakaś część nie umie, a inni jeszcze nie mają potrzeby płciowej i tyle. Jakby to zsumować to wyjdzie, że cnotliwych i wiernych w imię idei jest może z 5%, zakładając optymistyczną wersję.
A co z tą wiernością i miłością jedyną?
Miłość jak wszystko ma swój początek i koniec, a z czasem wygasa. Jeśli dochodzą jakieś dzieci, majątek i inne sprawki, to pojawia się kwestia priorytetów i jest tak zwana walka o związek. Nie ma co ukrywać, że to jest koniec, można to przetrwać niejako na rozum i zostać ze sobą w układzie. To jest odpowiedź, skąd częstsze są rozpady związków z miłości - po prostu układ z założenia układem będzie, a miłość musi się na układ z czasem przestawić, albo wszystko w diabły idzie, a tu już trzeba dokonać przewartościowań.
A jak ma się to do poligamii?
Taki związek byłby o niebo zdrowszy niż przeciętny, bo bez tej całej hipokryzji i sterty baśni i wydumisk tysiąca i jednej bzdury o wartościach, których nie ma, albo są czym innym, niż wyglądają.
Odległe kulturowo? Jak przyzwoitość..
#51
Napisano 13 November 2007 - 00:37
Zgubiłem się chyba gdzieś. Mój poprzedni post miał udowodnić, że co prawda takie małżeństwa nie rozpadały się, ale też ludzie nie byli w nich szczęśliwi. Nie rozwodzili się głównie dlatego, że albo nie wiedzieli, że tak można, albo było to zbyt skomplikowane (może w XX wieku już nie, ale w XIX wieku na wsi kto widział, żeby prosta baba składała wniosek o rozwód w sądzie? - nie orientuję się zresztą czy było w ogóle takie prawo). Generalnie bano się też księdza i opinii, oraz głównie kobiety nie miały innej perspektywy.
Dlatego też tkwiły w takim związku. Zresztą faceci też byli poszkodowani, choć myślę, że jednak bardziej kobiety.
Małżeństwa biznesowe istnieją, ale nie wiem jaki stanowią promil wszystkich ślubów. Myślę, że to wyjątki mocno sporadyczne. Wszelkie sprawy majątkowo-finansowe można obecnie załatwić testamentem, czy prawem handlowym spółek.
Za PRLu fikcyjne śluby miały rację bytu ze względu na niemożliwość zameldowania w mieście, podjęcia pracy, itd.
No to jeżeli są stanu wolnego to biorą ślub, a później się ewentualnie rozwodzą.
#52
Napisano 13 November 2007 - 03:00
"Wolność Tomku w swoim domku". Jeżeli komuś wystarczy do szczęścia jedna kobieta, to będzie miał jedną. Jeżeli ktoś potrzebuje ich aż trzy, to niech ma trzy, jeżeli każdemu będzie to pasowało. W drugą stronę działa to tak samo... Każdy postąpi wg własnego widzimisię.
Tak naprawdę to dalej uważam, że gówno obchodzi osobę X co i z kim robi osoba Y. W takich sprawach każdy powinien postępować tak, jak mu się podoba.
Podobnie jest ze związkami homoseksualnymi. Jeżeli ktoś pragnie rozliczać się z osobą tej samej płci w Urzędzie Skarbowym i et cetera, to niech ma do tego prawo, nic mi do tego. Ale tak to przez prawo, ustanowione przez jakąś grupę ludzi, nie ma takiej możliwości.
#53
Napisano 13 November 2007 - 17:13
Ja osobiście bym nie mogła żyć w poligamii, czy to jako jedna z wielu, czy to mając wielu na raz. To nie dla mnie. Ale jeśli komuś to odpowiada i chce tak właśnie żyć - nie mam nic przeciwko i uważam, że nie powinno być to utrudniane nikomu. Podobnie sprawa ma się do homoseksualizmu.
ze się ból w czyjejś nie zagnieździł duszy;
nie wiesz, jak często nieraz walczyć trzeba
nim się jęk śmiechem zdławi i zagłuszy."
K. Przerwa-Tetmajer
#54
Napisano 29 January 2008 - 16:44
Czy jest ona dozwolona? Były przecież czasy, w których Bóg ją tolerował.
Jezus powołał się na księgę Rodzaju 2:24 i rzekł: „Opuści człowiek ojca i matkę, i złączy się ze swoją żoną i będą oboje jednym ciałem” (Mat. 19:5).
Bóg dał Adamowi tylko jedną żonę.
DWOJE, a nie troje czy czworo miało stanowić jedno ciało.
Rzecz zupełnie jasna, że Jezus kazał swoim naśladowcom powrócić do pierwotnego, uznanego przez Boga zwyczaju co do małżeństwa, według którego mężczyzna ma tylko jedną żyjącą żonę.
Apostoł Paweł w liście 1 do Koryntian 7:2 napisał: „Niech każdy ma swoją żonę, a każda swojego męża”.
Zalecał też, by zamianowany nadzorca w zborze był „mężem jednej żony” i by tym dawał wzór godny naśladowania przez pozostałych chrześcijan.
Moralność Boża nie uległa więc zmianie — pozostała doskonała. I nadal Jehowa przeciwstawia się niemoralności cielesnej. Konsekwentnie uważa ją za nikczemną, zasługującą na surową karę. — Gal. 5:19-21; 1 Kor. 5:9-13; 6:9, 10.
My mamy dziś uzasadnione powody, by mocno podkreślać ten fakt, gdyż widzimy, że Bóg pod względem moralności jest konsekwentny i doskonały.
#55
Napisano 29 January 2008 - 17:10
A to dlaczego? Przecież nie każdy jest chrześcijaninem.
ze się ból w czyjejś nie zagnieździł duszy;
nie wiesz, jak często nieraz walczyć trzeba
nim się jęk śmiechem zdławi i zagłuszy."
K. Przerwa-Tetmajer
#56
Napisano 29 January 2008 - 17:30
Przyjmuję pewne zasady i staram się do nich stosować. W katalogu tych zasad jest unikanie obrazków z gołymi babami, bo uważam, że to dla mnie szkodliwe. Szkodliwe przede wszystkim duchowo, ale także fizjologicznie. Krótko mówiąc: wolę się podniecać tak jak Pan Bóg przykazał.
w przeciwnym razie zginąłbyś marnie....
Zginiesz marnie, zginiesz marnie...
Ciii ale nie wszyscy o tym wiedzą.
#57
Napisano 03 February 2008 - 12:19
Biorąc więc pod uwagę fakt, iż Jehowa - Bóg i Jezus - Boży Syn, są najpotężniejszymi osobami we Wszechświecie, więc religia prawdziwa istnieć może jedynie za ich zgodą - Jehowa jest jej Twórcą.
Powiedziałem to w tym kontekście i rozumieniu.
#58
Napisano 03 February 2008 - 19:31
Hipotezę jedynie
Ja mogę postawić hipotezę, że ojciec Jehowy jest jeszcze potężniejszy - faktem jest przecież, że KAŻDY ma ojca i można przyjąć, że ojciec jest potężniejszy od syna chociażby z tego powodu, że go spłodził a nie odwrotnie. I tym sposobem udowodniłem swoją hipotezę, zatem można ją od dziś nazywać FAKTEM
Tylko co to ma wspólnego z poligamią?
Co Biblia mówi o poligamii?
Proszę:
(19) Lamek wziął sobie dwie żony. Imię jednej było Ada, a drugiej - Silla.
Jedna żona nie musiałaby się migreną tłumaczyć tylko rzekłaby mężowi:
"idź dziś do Ziuty!" tongue.gif
Oj, zapewne mniej tych migren by było... dużo mniej. Kobitki to jednak zawistne plemię
A migrena to już dzisiaj lekko przestarzała wymówka, bo jak wiadomo podczas seksu wytwarzane są endorfiny, które mają działanie przeciwbólowe. Ja tam zawsze przynoszę żonie tabletkę przeciwbólową i szklankę wody, na co oczywiście pierwszą reakcją jest "po co mi to, przecież głowa mnie nie boli"
Użytkownik Franz edytował ten post 04 February 2008 - 21:16
#59
Napisano 03 February 2008 - 20:01
magnus jak widzisz MP nie za bardzo ma poczucia humoru
A kiedyś bolała?
#60
Napisano 07 February 2008 - 19:51
A oni postępują w życiu według Jego słów.
Religia to nie jedynie informacje o Bogu, ale to całe życie i postępowanie ludzi wierzących.
Posłuszeństwem najpełniej i jednoznacznie pokazuje się swą wiarę i miłość do Boga.
Miłość do Boga obejmuje także miłość bliźniego.
W Biblii czytamy: "Miłość do Boga polega na tym, że przestrzegamy jego przykazań" (1 Jana 5:3).
Kto kocha Boga, naśladuje Jego Syna.
Dał przykład miłości do Boga. Powodowany nią, opuścił swój niebiański dom, zamieszkał na ziemi jako człowiek i przysparzał chwały swemu Ojcu wszystkim, co czynił i czego nauczał.
Z miłości do Niego był „posłuszny aż do śmierci” (Filipian 2:8).

Logowanie
Rejestracja
Pomoc




















