brak porozumienia
#1
Napisano 30 July 2007 - 09:39
Juz tlumacze...
Pierwsza rzecz - angielski. Dziewczynka sie nie uczy - na moje wielokrotne rozmowy z mama i zwracanie uwagi aby przysiasc z dzieckiem i pouczyc sie razem, aby zachecic do nauki itd... na moje tlumaczenia, ze w dzisiejszym swiecie trzeba znac angielski bo jezyk ten obecny jest wszedzie mama miala zawsze jedna odpowiedz: Ja nie znam angielskiego i swietnie sobie radze. Moze macie jakies pomysly, jakich jeszcze argumentow moglabym uzyc??
Druga sprawa - obecnosci. Mama duzo wyjezdza. Z niewiadomych mi powodow, tata nie jest w stanie sam zajac sie corka, dziewczynka wyjezdza wiec do babci. Rocznie ma niemal 50% nieobecnosci - a wiec wlasciwie do szkoly chodzi co drugi dzien. Rozmawialam, tlumaczylam, ze to nie studia eksternistyczne - nie pomoglo. Dziewczynka nawet nie pojawila sie na zakonczenie roku szkolnego. Musze powaznie pogadac z ta mama na poczatku roku, tylko czy mam sprawe stawiac na ostrzu noza? W jaki sposob moge przepuscic dziecko do kolejnej klasy skoro jej na polowie lekcji nie ma, ma nieopanowane polowe programu, jak moge podpisac sie na swiadectwie??
Macie jakies rady??
#2
Napisano 30 July 2007 - 12:59
#3
Napisano 30 July 2007 - 13:31
#4
Napisano 30 July 2007 - 19:26
#5
Napisano 30 July 2007 - 19:28
#6
Napisano 30 July 2007 - 21:40
Nie znam się aż tak na przepisach, ale w takim razie na jakiej zasadzie przechodzą dzieci w szkole z klasy do klasy? Zawsze byłem przekonany, że trzeba mieć ocenę pozytywną...?
A matka nie chce przysiąść z dzieckiem nad angielskim, bo zwyczajnie go nie zna, to jak może mu pomagać?
#7
Napisano 30 July 2007 - 21:53
Co do angielskiego - to druga klasa, nie przerabiamy rzeczy z ktorymi rodzic sobie nie poradzi, wystarczy odrobina wysilku i checi... Poza tym to, ze mama nie umie jezyka nie jest argumentem za tym by dziecko sie nie uczylo, a ona w ten sposob usprawiedliwia corke...
#8
Napisano 30 July 2007 - 22:25
a jesli chodzi o pozostawienie na drugi rok .. moze wystarczy nastraszyć ze mimo iz przejdzie do następnej klasy to i tak bedzie miała ocenę niedostateczną (chyba na tym to polega, tak?), a nauka języka nie kończy sie na 3 klasie i jesli teraz sie nie wezmą do kupy to problem w późniejszej klasie nie zniknie .. a zaległoścoi nie da sie nadrobić tak szybko, inni nauczyciele nie bedą zmieniać programu nauczania aby jeden uczeń miał szanse nadążyć ..
jesli Tobie nie uda sie dziecka zostawić na drugi rok to w przyszłości na pewno znajdzie sie nauczyciel który to zrobi
wydaje mi sie ze problemy z uczniami są niczym w porównaniu z problemami jakie sie ma z rodzicami ..
#9
Napisano 31 July 2007 - 00:05
Postaw od początku sprawę jasno, możesz też zaproponować, że jeżeli rodzice nie znają języków to niech ona chodzi do cioci lub starszej kuzynki która już to umie? Albo porozmawiaj z jej koleżankami, może one jakoś jej pomogą. Dzieci w takim wieku mogą jakoś inaczej na siebie oddziaływać albo coś, ale ja to się tam nie znam na tym.
#10
Napisano 31 July 2007 - 01:26
Nie pozostaje więc nic innego jak pogodzić się z faktem, smętnym zresztą niezwykle, że świata zbawić ni naprawić się nie da.
Na marginesie - sądziłem dotychczas, że nadgorliwą nauczycielką jest moja matka..
#11
Napisano 31 July 2007 - 09:04
Co do innych nauczycieli to bezradnie rozkladaja rece - tylko 1 wf i 2 religie w tygodniu - mam wrazenie, ze im na reke jak jest mniej dzieci...
Tak jak piszesz, Franz, postawie sprawe jasno i porozmawiam na pierwszym zebraniu (czy raczej po zebraniu, indywidualnie) z mama.
Co do dodatkowych zajec z angielskiego. Na pomysl korepetycji mama zareagowala bardzo burzliwie, powiedziala: o nie, nie w tym wieku! Chociaz duzo dzieci z mojej klasy chodzi na prywatne lekcje angielskiego. Tak wiec sama zorganizowalam dla 5 dzieci z mojej klasy tzw "angielska godzinke" raz w tygodniu po lekcjach - ale to za malo, jezeli w domu nie cwiczy sie gramatyki i nie wkuwa slowek. Wszystko co przerabiamy na lekcjach powinno byc utrwalone w domu.
Prince, piszesz, ze powtorka roku niczego nie daje - pozwala przeciez dziecku powtorzyc i utrwalic material, ktorego nie zdazylo przyswoic w trakcie pierwszego roku. Skoro dziecko chodzi na co drugie zajecia, czy nie jest logiczne aby jedna klase robilo dwa razy dluzej??
I dodam jeszcze jedno - funkcjonuje w klasie tzw domowniczki - codziennie z tych ksiazek zadaje prace domowa i co miesiac je zbieram i sprawdzam. Poniewaz dziecko u babci wogole nie pracuje, mama, gdy przychodzi termin oddawania domowniczkow siada, i w pol godziny wszystko za dziecko uzupelnia. Tak pomaga coreczce. Napisalam epopeje w dzienniczku, w domowniczkach wszystko poskreslalam na czerwono. Myslicie, ze pomoglo?
#12
Napisano 31 July 2007 - 10:23
#13
Napisano 31 July 2007 - 12:05
Tacy rodzice potrafią potem wyprzeć się wszystkiego, stwierdzić, ze nie byli informowani i za niepowodzenia dziecka obarczyć winą nauczyciela.
#14
Napisano 31 July 2007 - 16:42
Myślę, że niewiele to pomaga, a czasem wręcz zaszkodzić może.
Powtarzanie nie likwiduje przyczyny, bez tego zaś powtarzać można z równym skutkiem razy i dziesięć, zabiera za to rok z życia i przykleja w umyśle powtarzającego i otoczenia jego jemu samemu swoistą etykietkę.
Likwidując zaś przyczynę, z pewnością zaległości, jeśli w ogóle są istotne, nadrobić da się szybko i na bieżąco, bez zabierania z życia roku całego.
#15
Napisano 31 July 2007 - 20:34
Głupie to trochę. Szkoda, że o tym nie wiedziałem kilkanaście lat temu
Nie usprawiedliwia, ale jakby jakaś nauczycielka wymagała ode mnie bym siedział z dzieckiem i uczył go francuskiego o którym nie mam zielonego pojęcia, to też bym się denerwował.
#16
Napisano 01 August 2007 - 14:02
A odbiegając nieco od tematu, to ten tekst:
mnie rozwalił konkretnie, od razu widać w jakim kraju mamy okazję żyć
Od razu zaciekawiło mnie jak wygląda siatka godzin w klasach 1-3 w dzisiejszych klasach...
#17
Napisano 01 August 2007 - 15:38
#18
Napisano 01 August 2007 - 15:59
Bardziej rozchodziło mi się o to, ile najmłodsze dzieci poświęcają w szkole godzin, na naukę pisania, czytania i liczenia w porównaniu do dwóch godzin religii. Bo z tego co na razie zauważyłem, to ważniejsze jest siedzenie przez kilka godzin dziennie w ławkach szkolnych niż ruch, a potem dziwić się że rośnie nam takie "sprawne" społeczeństwo.
Ale nie rozmywając, pozwólmy i pomóżmy rozwiązać Lagacie jej problem
#19
Napisano 01 August 2007 - 18:19
Co do sytuacji domowej to mama jest pilotem wycieczek i dlatego tak czesto wyjezdza, natomiast tata prowadzi wloska restauracje... widac ta restauracja zajmuje mu tyle czasu, ze dla corki juz nie starcza...
Jeszcze wracajac do liczby wf w tygodniu - ja prowadze jedna godzine na sali, jedna godzine prowadzi nauczycielka po awf-ie, jedna godzina w tygodniu to tzw wf srodlekcyjny - przerwy w czasie lekcji na rozruszanie sie, no i godzina basenu jeszcze - w sumie 4 godziny wf tygodniowo. A religie 2. ( Wczesniej mialam na mysli 1 wf prowadzony przez inna nauczycielke - nie mnie)
#20
Napisano 01 August 2007 - 19:10
Ja natomiast myślę, a myślenie moje jest skutkiem przyswojonych swego czasu obserwacji, że bardziej prawdopodobny scenariusz jest mniej optymistyczny, mianowicie - zero zmian w rodzicielskim podejściu, obciążenie dla dziecka i jego psychiki, którą zniszczyć łatwo..

Logowanie
Rejestracja
Pomoc
















