Dzisiaj przyszła mi na myśl właśnie"Lolita".Pamiętam,że pierwsze dwa akapity nauczyłam się na pamięć.Chyba nadal mam je w głowie:
" Lolita.Światło mego życia.Płomieniu mych lędźwi.Mój grzechu.Moja duszo.Lo-Li-Ta.Czubek języka schodzący w trzech stąpnięciach , aby na trzy trącić o zęby:Lo.Li.Ta.
Była Lo.Po prostu Lo.Rankiem, gdy stała,metr i czterdzieści osiem wzrostu,cztery stopy dziesięć , w jednej skarpetce.W rybaczkach Lola.W szkole nazywała się Dolly.Na wykropkowanej linii do wypełnienia Dolores.A w mych ramionach zawsze Lolita."
Nabokov mnie zauroczył!Stał się dla mnie mistrzem pióra!
Ale zacznę od początku.Wstyd się przyznać, ale dowiedziałam się o "Lolicie" "dzięki" ekranizacji.Na szczęście nie obejrzałam całości(zaledwie fragment),ponieważ film puszczali późno w nocy(ja miałam wtedy dwanaście lat) i mój tatko się denerwował(chwała mu za to!),musiałam więc szybko wyłaczyć telewizor.
Czytałam (niewiele) o sposobie narracji Nabokova, dzięki któremu może doskonale wręcz manipulować czytelnikiem...I tak rzeczywiście jest.Teraz zabrałam się za jego "Pnina" i nadal nie wiem, czy narrator ,mówiąc kolokwialnie,robi sobie ze mnie jaja, czy "opowiada''całkiem serio.
Na pewno powieść ta jest bardzo kontrowersyjna.Okazuje się , że nie wszystko jest czarne lub białe.Możnaby rozpocząć niekończącą się dyskusję na temat miłości Humberta do małej nimfetki.
No to do dzieła!Kto ma coś do powiedzenia, niech wystuka poniżej. Tym, którzy jeszcze nie czytali, życzę przyjemnej lekturki!

Logowanie
Rejestracja
Pomoc

















