Nie wiem, czy to odpowiednie miejsce, ale jestem ciekawa waszej opinii.
Mamy w przedszkolu takie dziecko 4,5-letnie. Początkowo wydawało się, że to dziecko autystyczne, ale ma zdiagnozowane inne schorzenie wg opinii psychologa (nie pamiętam nazwy). Chodzi o to, że mimo całej chęci współpracy i pomocy z naszej strony, nie daje się zupełnie pracować normalnie z całą grupą pozostałych, zdrowych dzieci. Chłopiec rzuca się na podłogę, rozbija zabawy dzieciom, znienacka krzyczy lub wydajne inne nieartykułowane dźwięki, nie pracuje w g programu edukacyjnego (liczenie, literki, rysowanie, cięcie, lepienie...), jest czasem agresywny, chodzi pod stołami, zakłada sobie różne rzeczy na głowę itp. W grupie pracuje nauczycielka i ja - jako pomoc nauczyciela i właściwie ja teraz jestem tylko do opieki nad tym chłopcem, by sobie i innym nie zrobił krzywdy (często się kładzie na innych, przydusza, szczypie), by nauczycielka mogła w ogóle prowadzić zajęcia z grupa. Nie wyobrażamy sobie pracy, gdy będzie tylko 1 nauczycielka - a tak jest normalnie w grupie 5latków. ja chodze za nim krok w krok, pilnuję, wycieram nos, podciągam spodnie, trzymam za rękę, a powinnam pomagać nauczycielce.
Dziecko przyprowadza i odbiera babcia zaraz po obiedzie (którego nie je a nakarmić się nie da). Z mamą chłopca nie ma kontaktu (rzadko się pojawia i nie ma współpracy) i wszyscy są przeświadczeni, że wszystko jest z nim w porządku a my się "czepiamy". Na prośbę o opinię psychologa, stwierdzono, że nie jest nam potrzebna, na prośbę, by nie przyprowadzać chorego chłopca do przedszkola (za przeproszeniem gile do pasa, kicha i psika) - że specjalnie tak mówimy bo go nie chcemy, że specjalnie go odsuwamy od grupy (gdy pani prowadzi zajęcia dydaktyczne - on siedzi z boku i z reguły układa magnesy na tablicy ) itp itd.
Kartę zgłoszenia na nowy rok oczywiście babcia wzięła a my jesteśmy przerażone, jak to będzie dalej.
Czy można odmówić przyjęcia dziecka do przedszkola, gdy ono z naszego punktu widzenia kwalifikuje się do placówki integracyjnej (dla dobra i rozwoju dziecka przede wszystkim!)?
Jak radzić sobie w takim przypadku, gdy w grupie jest tylko 1 nauczycielka i takie dziecko z problemami?
Strona 1 z 1
problem z dzieckiem "trudnym" w przedszkolu
#2
Napisano 17 March 2007 - 10:42
Moze sprobowac wytlumaczyc babci ze dziecko potrzebuje pomocy hmm?
#3
Napisano 17 March 2007 - 12:56
Dorotko, opisujesz bardzo trudna sytuacje.
Gdy dziecko ma jakiekolwiek klopoty, z czyms sobie nie radzi, niezwykle wazna jest wspolpraca na linii rodzic - nauczyciel. Przeciez to wlasnie dom jest miejscem w ktorym ksztaltuje sie maly czlowiek. Spotkalam sie z wieloma przypadkami, kiedy rodzice role wychowawcza (oprocz edukacyjnej) probuja "zepchnac" na szkole. Dzieje sie tak z wielu powodow, czesto powodem jest brak czasu, inne priorytety rodzicow, tymczasem to szkola ma pomagac i wspierac rodzicow, a nie na odwrot !!!
Z tego co piszesz, dziecko ma zdiagnozowane zaburzenie. Skoro czarno na bialym jest stwierdzone, ze dziecko ma problemy, jak babcia moze twierdzic, ze sie "czepiacie"?? Kto stwierdzil, ze opinia psychologa jest niepotrzebna?? Jezeli dziecko przychodzi do przedszkola chore, waszym obowiazkiem jest je odizolowac, bo pozaraza inne dzieci. I nie proscie by je zabrano do domu, poinformujcie, ze maly nie moze przychodzic do przedszkola, dopoki nie wyzdrowieje.
Szczerze ci powiem, ze rece mi opadaja jak takie rzeczy czytam. Mama nie interesuje sie wlasnym dzieckiem - to juz jest dramat. Babcia moze probuje nie dopuscic do siebie faktu, ze ma chorego wnuka, to wszyscy naokolo sa zli, a biedny maluch jest odsuwany i gnebiony. Moze to taki odruch obronny babci...
Dorotko, a gdybyscie wlaczyly w ta sprawe dyrektorke. Moze gdyby ona spokojnie porozmawiala z babcia, wezwala matke, sprobowala wytlumaczyc, ze dziecko z takim zaburzeniem musi miec specjalna opieke ...
Gdy dziecko ma jakiekolwiek klopoty, z czyms sobie nie radzi, niezwykle wazna jest wspolpraca na linii rodzic - nauczyciel. Przeciez to wlasnie dom jest miejscem w ktorym ksztaltuje sie maly czlowiek. Spotkalam sie z wieloma przypadkami, kiedy rodzice role wychowawcza (oprocz edukacyjnej) probuja "zepchnac" na szkole. Dzieje sie tak z wielu powodow, czesto powodem jest brak czasu, inne priorytety rodzicow, tymczasem to szkola ma pomagac i wspierac rodzicow, a nie na odwrot !!!
Z tego co piszesz, dziecko ma zdiagnozowane zaburzenie. Skoro czarno na bialym jest stwierdzone, ze dziecko ma problemy, jak babcia moze twierdzic, ze sie "czepiacie"?? Kto stwierdzil, ze opinia psychologa jest niepotrzebna?? Jezeli dziecko przychodzi do przedszkola chore, waszym obowiazkiem jest je odizolowac, bo pozaraza inne dzieci. I nie proscie by je zabrano do domu, poinformujcie, ze maly nie moze przychodzic do przedszkola, dopoki nie wyzdrowieje.
Szczerze ci powiem, ze rece mi opadaja jak takie rzeczy czytam. Mama nie interesuje sie wlasnym dzieckiem - to juz jest dramat. Babcia moze probuje nie dopuscic do siebie faktu, ze ma chorego wnuka, to wszyscy naokolo sa zli, a biedny maluch jest odsuwany i gnebiony. Moze to taki odruch obronny babci...
Dorotko, a gdybyscie wlaczyly w ta sprawe dyrektorke. Moze gdyby ona spokojnie porozmawiala z babcia, wezwala matke, sprobowala wytlumaczyc, ze dziecko z takim zaburzeniem musi miec specjalna opieke ...
#4
Napisano 17 March 2007 - 23:39
Dzięki wam, dziewczyny. Babcia nie jest prawnym opiekunem, więc trudno z Nią rozmawiać tak konkretnie i jak każda babcia, wie, że jej wnuk jest wspaniały. Nasz pani Dyrektor oczywiście wszystko wie i rozumie, sama miała godziny dodatkowe w grupie ale ma właściwie trochę związane ręce, bo nie może (wg przepisów!) usunąć dziecka z przedszkola. Nie może żądać tez wypisania dziecka z własnej woli. Mama chłopca twierdzi, że kwalifikuje się do państwowego przedszkola, że on tu się bardzo rozwinął (rzeczywiście zaczął trochę "mówić" i lepić z plasteliny) i nie ma przeciwwskazań, by tu był. A katar - lekarz powiedział, że to nie zaraźliwe tylko alergiczne. Może tez tak być, ale gorzej gdy dziecko nie ma samo odruchu czy potrzeby wytarcia noska... Najgorzej, gdy nie ma współpracy z rodzicami - masz rację Lagatko!
Tak sobie myślę, że szkoda takiego dziecka. W placówce integracyjnej, pod fachową opieką i przy odpowiednich ćwiczeniach czy rehabilitacji, on by się naprawdę rozwinął, a tu czas leci i zacznie się "obowiązek szkolny"... No i najgorzej jest, gdy taka babcia choć na te 4 godziny może umieścić dziecko w przedszkolu, by inni się zajęli, bo wtedy ma czas na zakupy, sprzątanie itp. Na razie "modlimy" się, by było tyle zgłoszeń na nowy rok szkolny do tej grupy 5latków, by trzeba było powołać komisję i odrzucić niektóre podania. Ale czy to jedyna droga?
Tak sobie myślę, że szkoda takiego dziecka. W placówce integracyjnej, pod fachową opieką i przy odpowiednich ćwiczeniach czy rehabilitacji, on by się naprawdę rozwinął, a tu czas leci i zacznie się "obowiązek szkolny"... No i najgorzej jest, gdy taka babcia choć na te 4 godziny może umieścić dziecko w przedszkolu, by inni się zajęli, bo wtedy ma czas na zakupy, sprzątanie itp. Na razie "modlimy" się, by było tyle zgłoszeń na nowy rok szkolny do tej grupy 5latków, by trzeba było powołać komisję i odrzucić niektóre podania. Ale czy to jedyna droga?
#5
Napisano 18 March 2007 - 10:07
A gdyby tak z opiekunami dziecka porozmawial psycholog ktory padal chlopczyka?
#6
Napisano 18 March 2007 - 21:05
Psycholog, u którego byli rodzice dziecka wykazali syndrom ...(kogoś tam) ale nie uniemożliwiające normalne funkcjonowanie w placówce, czyli wg niego jest OK. Psycholog niezależny, który obserwował dziecko w przedszkole (za zgodą rodziców, dyrekcji) zdiagnozował trochę co innego. Mama dziecka nie ma powodu by spotkać się z tym psychologiem, bo ma pismo od swojego... Tylko, że na tej podstawie rodzice nie widzą powodu, by dziecko leczyć w specjalistycznej placówce. Wynika stąd, ze im jest po prostu wygodnie na 4 godziny umieścić w przedszkolu i mieć trochę spokoju, zamiast zadbać o rozwój czy edukację chłopca. Dla pracowników przedszkola to prawie horror. Z ulga czekamy na środy, bo w tym dniu nie ma tego chłopca (jest na rehabilitacji) ale za to w czwartek tak daje nam popalić, że znów...czekamy na weekend. Szkoda dziecka po prostu.
#7
Napisano 19 March 2007 - 19:51
Polskie patologie ... W polsce wciaz sa zakozenione stereotypy, ze jak ma sie dysleksje dysortografie czy innego tego typu bed'ow to juz jest siara i dziecko to glab ... POLSKI SYF ... Zal mi tego dziecka i ich rodzicow ...
#8
Napisano 19 March 2007 - 20:33
Shade, totalnie nie rozumiem o co ci chodzi... nie rozmawiamy tu o dysleksji, i o jaki syf ci chodzi ?? Jesli juz mowimy o dyslektykach, dysgrafikach to dzisiaj maja oni zapewniona ogromna opieke, nie tylko ze strony nauczyciela, ale rowniez pedagoga i reedukatora. Nikt na takie dziecko nie macha reka.
I na pewno nie traktuje sie go jako glaba, wrecz przeciwnie, liczba dyslektykow rosnie, bo takie zaswiadczenie ma zapewniac iz dziecko jest bardzo inteligentne i zdolne, a bledy, ktore popelnia, sa usprawiedliwione zaburzeniem.
eh, teksty typu "polski syf" sa dla mnie ponizej krytyki.
I na pewno nie traktuje sie go jako glaba, wrecz przeciwnie, liczba dyslektykow rosnie, bo takie zaswiadczenie ma zapewniac iz dziecko jest bardzo inteligentne i zdolne, a bledy, ktore popelnia, sa usprawiedliwione zaburzeniem.
eh, teksty typu "polski syf" sa dla mnie ponizej krytyki.
Opcje tematu:
Strona 1 z 1

Logowanie
Rejestracja
Pomoc














