Ona Pierwsza
Nie przeproszę. Nie przeproszę, choć mi każą
Mogą mówić, przekonywać aż do jutra.
Żeby znowu wyjeżdżała do mnie z twarzą
Zwykła stróżka, ordynarna bramaputra?
Nie przeproszę. Zresztą nawet nie powinnam,
Niech nie myśli, że honoru we mnie brak.
A poza tym, przecież sama sobie winna,
Zaraz Państwu wytłumaczę, było tak:
Ona pierwsza się czepiała,
Ta szantrapa, ta walpurgia, ta grzymała.
To sodoma... to gomora...
Do mnie z twarzą? Bezwstydnica, wernyhora!!!
Powiedziała, że mam zeza
Ta fistuła, ta ofelia, ta bereza.
Niechże zajrzy raz do lustra.
Ta egzema, melomania, zaratustra.
Niech zobaczy raz pokrakę.
Nosek - taki, usta - takie,
główka łysa z jednym kłakiem...
A te ślipki... Boże mój!
Mnie wymyślać od potwora.
A to mątwa, analiza, terpsychora.
A to fluksja, a to zmora.
Gwadelupa z przeproszeniem, Pfuj!
Mam swój honor i nie lubię, wprost nie znoszę
Jak sie czepiać mej opinii i wyglądu
Nie ma mowy, za nic w świecie nie przeproszę
Proszę bardzo, niech podaje mnie do sądu
Ja się tego nie obawiam przecież wcale
Powiem w sadzie detalicznie, co i jak.
Rzeknę śmiało - Sprawiedliwy trybunale
zaraz wszystko wytłumaczę było tak.
Ona pierwsza mnie zelżyła
Ta brabancja, ta pyskaczka, szaławiła!
Juz ja z tego zna ulica
Ze jest flandria, podbipięta, cyrylica
Powiedziała o mnie - Gracja!
Kto to mówi: ta synkopa, konsternacja?
A co ona? Może święta?
Szałwia jedna! Personalia! Irredenta!
Sama byłam raz na schodach
Gdy ta zgaga, antypoda...
Zresztą co tam gadać szkoda,
Wstyd po prostu... Boże mój!
Żeby inna! Ale ona?
Ta szkandela, impotencja, antygona,
Ta klepsydra, ta junona,
Pieredyszka z przeproszeniem. Pfuj!
Powiem wszystko, wszystkie brudy powynoszę.
Nie ulęknę się żadnego trybunała.
Niech mnie skażą, niech powieszą, bardzo proszę.
Za swój honor będę chętnie umierała.
Za to potem, kiedy pójdę już do nieba
Gdy na Sąd mi Ostateczny dadzą znak...
To dopiero rąbnę wszystko jak potrzeba!
Rzeknę: Święty Trybunale! Było tak:
Ona pierwsza się narwała,
ta ksantypa, ta farfura, dyrdymała.
A w języku strasznie harda,
limba jedna, mamałyga, halabarda!
Żem jej za to buzię skuła?
Zasłużyła, ta palestra, molekuła.
Moje prawo, moja racja
Co się czepia mnie makrela, dedykacja?
Jej na pewno to się przyda.
To rebelia, artemida.
To pretensja, to elida.
Ty jej nie znasz, Boże mój.
Niech na przyszłość nie zaczyna,
Anomalia, morwa jedna, witamina!
To plastyka, to angina.
Syrokomla z przeproszeniem, Pfuj!
Jerzy Jurandot 1949
Użytkownik Al_Hadzi edytował ten post 12 December 2011 - 00:24

Logowanie
Rejestracja
Pomoc














