B. ignorował całkowicie każdego, kto go rozdrażnił. Przez całe tygodnie mógł się nie odzywać do swojej żony ani słowem, a jeżeli jego dzieci źle się zachowywały, w stosunku do nich również stosował karę „cichych dni". Atmosfera w domu była często równie ciepła, przyjazna i miła, jak w grobowcu. Zawsze znalazło się choćby pół tuzina osób, do których się nie odzywał. Jeżeli ci, których karał „ cichymi dniami", próbowali się do niego odezwać, udawał, że ich nie zauważa i odchodził. Żenił siei rozwodził cztery razy, a gdy umierał, umierał sam.
Użytkownik De facto edytował ten post 20 November 2011 - 16:03

Logowanie
Rejestracja
Pomoc




















