Relacja bardzo, bardzo szczegółowa, tylko dla wytrwałych
Przygotowania
Obudziłam się o 7:00 chociaż budzik był nastawiony na 9:00 – z przejęcia nie mogłam spać!
Wmusiłam w siebie śniadanie, wypiłam herbatę i zaczęłam krążyć po domu nie wiedząc co ze sobą zrobić!! posiedziałam też chwilę przy komputerze i o 9:00 poszłam się kąpać; siedziałam tam prawie 2 godziny i gdy w końcu wyszłam z łazienki pomogłam bratu i tacie zawiązać balony na bramie i przed 12:00 ruszyliśmy do salonu piękności
Najpierw fryzjer – fryzura była boska!! Kazałam zmodyfikować swoją próbna i ze ślubnej byłam już w 100% zadowolona

następnie malowanie – makijaż był o ton ciemniejszy niż próbny i wyglądało to o niebo lepiej

zadzwoniłam po brata i zabrał mnie do domu. Tam już czekali pierwsi goście więc fala wzruszenia ścisnęła mi gardło, kuzynki musiały mnie rozśmieszać żebym się nie rozpłakała
Byłam strasznie głodna, a jednocześnie ze stresu (no i przez ciążę) miałam ściśnięte gardło, było mi strasznie niedobrze, ale wmusiłam w siebie pół schabowego – dla dobra dziecka

Zjechali się kolejni goście, wrzawa, harmider i nagle UPSSS!!!! Odkleiła mi się jedna kępka rzęs!!!! Więc biegiem w samochód, w między czasie dzwonie do zakładu, że zaraz będę z reklamacja

na szczęście kosmetyczka była wolna i w kilka sekund naprawiła sytuację! Już ciśnienie poszło mi w górę, zdążyłam się zestresować ogromnie… Ale postanowiłam wziąć to na śmiech i zapomnieć o sytuacji

w domu zabrałam się za odświeżanie, ubieranie itp.
I nagle telefon od Kamila – nie ma jego butonierki!! Są 2 białe dla świadków a jego różowej nie ma!! Zdenerwowałam się okropnie, dzwonię do florystyki a ona twierdzi, że ma zapisane, że dla młodego butonierki miało nie być!! Dostała ochrzan, bo sama zaproponowała, że skoro 2 świadków to żeby się od młodego odróżniali to on różową a oni białe!!!
Echhh jedyne wyjście, to żeby świadkowie zostali bez butonierek, a on wziął białą

bardzo mi to humor zepsuło, ale cóż… szykowałam się dalej.
Za jakiś czas zadzwonił Kamil, żebyśmy byli gotowi, bo on już jedzie! I co? Zadzwonili jedni goście, że się zgubili i okazało się, że ojciec po nich wyjechał! Kamil już przyjechał, a ojciec dopiero co wrócił i jeszcze nie ubrany, więc Kamil czekał pod drzwiami aż nie byli u mnie wszyscy ubrani i gotowi...
Ja stanęłam u szczytu schodów i modliłam się, żeby się nie wywalić schodząc

Na dole stał K. z bukietem i zeszłam do niego, pocałowałam i już czułam jak ogarnia mnie szczęście!!!
Radość nieco zepsuło mi spojrzenie na bukiet – wg. mnie brzydki!! Kula była nierówna, róże widać że już stare, pożółkłe… znów musiałam walczyć ze sobą żeby to olać i nie myśleć o takich pierdołach!
No i zaczęło się – poprosiłam rodziców o błogosławieństwo, udzielili nam go ze łzami w oczach!! Było na prawdę wzruszająco!!
Po błogosławieństwie mięliśmy jeszcze chwile czasu, więc porobiliśmy sobie zdjęcia i w końcu ruszyliśmy do kościoła

masakra była wsiąść do samochodu w sukni i potem niewygodnie mi się siedziało

ogólnie zwróciłam uwagę na dekoracje samochodu i w przeciwieństwie do bukietu była przepiękna!!!
W samochodzie jeszcze sie zorientowałam, ze K. ma niezaprasowany kołnierzyk - rogi powinny być pod muszką a piały do góry
Msza
Zajechaliśmy pod kościół, poczekaliśmy chwilę aż poprzedni ślub odejdzie no i wysiedliśmy z auta

spojrzałam na gości i znów fala wzruszenia, łzy napłynęły mi do oczu i co chwilę mówiłam: idźcie do góry, bo ja już ryczę, idźcie sobie hahaha

Byliśmy jeszcze na zewnątrz na dole, gdy usłyszeliśmy, że już grają marsz Wagnera, no to z Kamilem i świadkami pędem po schodach do góry – śmiać mi się chciało i myślałam, że się wyluzowałam, ale gdy ksiądz po nas wyszedł zaczęło mi walić serce i poczułam ogrom stresu!! Oczywiście wypadł mi kwiat z bukietu, ksiądz chciał podnosić ale mu powiedziałam, że nie trzeba, to stwierdził, że to na pewno na szczęście wyleciał

i ruszyliśmy do ołtarza…
Wszyscy na nas patrzyli – niesamowite uczucie!! Rozpoczęła się msza – najlepsza msza ślubna, na jakiej byłam!! Ksiądz przeczytał „Hymn o miłości” i wygłosił kazanie, które wszystkich powaliło z nóg!! Nie dość że mówił pięknie, to kilka razy myślałam, że ze śmiechu się uduszę i jeszcze spytał czy są małżeństwa powyżej 50lat i 40 – nie było nikogo, no to 30 i się zgłosiło parę osób i jednych ksiądz wybrał żeby nam opowiedzieli jak to się robi, żeby tak długo żyć ze sobą szczęśliwie
Pytał też naszych rodziców czego nam życzą na nowa drogę życia a na koniec spytał nas jakie są najlepsze cechy partnera – ja byłam w szoku i powiedziałam: „troskliwy, opiekuńczy iii nie wiem”

a ksiądz: no tak, więcej dobrych Kamil nie ma

Za to mój K. przepięknie powiedział: dba o mnie, dużo mnie nauczyła i na pewno bardzo mnie kocha! Aż mnie ciarki przeszły

Potem troszkę się zdekoncentrowałam, bo bardzo mnie zaczął boleć brzuch, więc do samej przysięgi rozmawiałam z brzuszkiem, że mamusia przeprasza, że obiecuję już się nie denerwować itp.

Gdy składaliśmy sobie przysięgę patrzyliśmy sobie głęboko w oczy i głaskaliśmy się po prawych dłoniach pod stułą

nie płakaliśmy, zachowaliśmy powagę i ani razu się nie pomyliliśmy

najpiękniejsza chwila mojego życia!! Nałożyliśmy sobie obrączki po uprzednim ich ucałowaniu i na sam koniec ksiądz powiedział: zgodnie z tradycja możecie się pocałować

do końca mszy co chwile patrzyłam na męża a on na mnie – wspaniałe uczucie!!
Po zakończonej mszy zeszliśmy na dół przyjmować życzenia. Najpierw oczywiście obficie obsypano nas ryżem

Przyszło bardzo dużo naszych znajomych, obecność kilkorga z nich było ogromnym zaskoczeniem i niespodzianką

Oczywiście zleciały się pijaczki i świadkowie musieli dać po flaszce żeby nam pozwolili wejść do samochodu, ale na szczęście dość wesoło było

I tak we wspaniałych nastrojach ruszyliśmy na salę.
Wesele
Po drodze na sale mięliśmy kilka bram, widać było, ze niektórzy dzieciaki i obrażeni wielce, że tylko czekoladzie dostali, ale przecież gołym okiem widać, że niektórzy to nawet 16lat nie mieli… ale kilka flaszek też rozdaliśmy

Dojechaliśmy na salę i przywitano nas chlebem z solą i wodą w kieliszkach – tak się nam chciało pić, że najpierw chwyciliśmy za kieliszki haha

ale kelnerki nas przywołały do porządku i najpierw trzeba było chleb zjeść

następnie wypiliśmy tą wodę i rzuciliśmy za siebie – mój kieliszek rozbił się od razu, K. musiał swój zdeptać
Mąż wziął mnie na ręce, przeniósł przez próg i zaniósł aż na drugi koniec sali

no i rozpoczęło się składanie życzeń – trwało to i trwało!! Kilka razy się wzruszyłam jak widziałam że np. chrzestna czy babcia Kamila też płakały

Dostaliśmy niewiele prezentów, raczej każdy dawał koperty i kwiaty, ale było też kilka wina, bombonierki i jeden wielki miś zamiast kwiatów

(miś różowy co mąż potem skomentował – to znak, ze czekamy na córeczkę

)
Potem dostaliśmy szampana, odśpiewano nam Sto lat, ja udawałam tylko, że wzięłam łyka swojego haha

zasiedliśmy do obiadu – zjadłam kilka łyżek rosołu i nie mogłam już więcej – niedobrze mi było z nerwów no i przez ciążę brak apetytu… goście zajadali a ja czekałam jak na szpilkach na 1 taniec

no i w końcu nastał ten moment
Orkiestra zaprosiła nas na środek, goście zrobili kółeczko wokół nas

pierwszy taniec wyszedł idealnie, nie deptaliśmy się, tańczyliśmy wpatrzeni w siebie a na sam koniec przytuliłam się do męża i zobaczyłam, że ma łzy w oczach

mój Ukochany :*
No i rozpoczęła się zabawa

Pomimo, że teraz w ciąży szybko jestem senna i zmęczona, to tego dnia miałam przypływ energii!! Tańczyłam i świetnie się bawiłam!!

i z kim nie pogadałam to każdy mówił, ze świetne wesele!! Każdy komplementował też mój wygląd i wygląd męża oczywiście też

czułam się wspaniale!! Jedna kuzynka mówiła, że to jej 7 wesele tego roku i że najlepsze z wszystkich!!
Nie mam pojęcia o której, chyba między 22 a 23 na salę wjechał płonący udziec

podany z pieczonymi połówkami ziemniaków i sosem czosnkowym – był pycha ale po 3 kęsach już nie mogłam

ubolewam nad tym straszliwie…
Wróciliśmy do zabawy i o północy nastąpił punkt kulminacyjny – tort i oczepiny

oczywiście wcześniej kuzynostwo pozabierało nam buty i tort kroiliśmy na bosaka

nakarmiliśmy się nawzajem i osobiście daliśmy po kawałku rodzicom, dziadkom i chrzestnym – resztę rozniosła obsługa

O torcie też słyszeliśmy wiele komplementów, bardzo dużo osób chciało dokładkę
Po zjedzeniu tortu świadkowie nas oczepili

ale my protestowaliśmy, ze na boso nie będziemy rzucać, więc musieliśmy wykupić buciki za flaszeczki

mojego 2 bucika miał kuzyn Kamila i za nic w świecie nie chciał go oddać

więc orkiestra spontanicznie wymyśliła zbieranie na wózek!! Bałam się, że nikt nie bedzie chciał tańczyć, ale się tak rozkręciło, że 1 piosenka to za mało, musieli grac 2 raz! A potem tańczyłam i 3 i 4 raz, gdy już była kolej tańczenia z panem młodym!! Najlepsze, że taki starszy wujek Tadeusz non-stop wrzucał kasiorę!! Co z kimś tańczyłam to zaraz on tez wrzucał do bucika i nie pozwalał nikomu innemu długo ze mną tańczyć

potem jak podliczyliśmy kasę to w buta nazbieraliśmy na połowę porządnego wózka!! Na prawdę sporo kasy!!
Aaa zapomniałam powiedzieć, że cały czas tańczyłam w 1 bucie, więc strasznie niewygodnie mi było!!
W końcu zaczęły się oczepiny – mało panienek było a jeszcze widziałam, że 2-3 wyszły na dwór pewno specjalnie, żeby nie musiały brać udziału… No i znów ten wujek Tadeusz przyszedł i mówi, że on jest wdowiec, to prawie jak panienka i będzie tez do welonu startował haha

i co? Oczywiście za 1 razem on złapał!! Włożył sobie welon na głowę a ja myślałam, że umrę ze śmiechu

za 2 razem leciało do koleżanki mojego kuzyna ale się odsunęła i znów Tadeusz złapał

i znów cała sala nie mogła wyroić, tak wszyscy się z niego śmiali!! No i w końcu za 3 razem udało się!! Welon złapała prawdziwa panienka

U Kamila poszło łatwiej – welon złapał od razu kuzyn Kamila.
Potem jeszcze 2 zabawy oczepinowe i znów wróciliśmy do tańców, kilka osób już pojechało, ale reszta świetnie się bawiła

W końcu nadszedł czas na podziękowania dla rodziców. Bardzo się bałam jak zostaną odebrane, ale rodzice byli zachwyceni!! Najpierw poleciało „A ja wole moja mamę” i wyprzytulaliśmy się z mamami, potem „Co powie tata” i przytulanie z ojcami

Następnie wręczyliśmy im kosze i albumy na zdjęcia i odśpiewaliśmy Sto lat, Na sam koniec było „przyrzeczenie teściów” – wszyscy się bardzo uśmiali, ale rodzice uroczyście każdy punkt po punkcie ślubowali hehe
I znów tańce – w tym ostatni z kamerzystą. I potem super zabawa do samego rana
Ok. 05:30 zespół zagrał „Kiedy ranne wstają zorze” i reszta gości rozjechała się a my poszliśmy z tymi co zostali na noc do motelu.
W pokoju oczywiście noc poślubna

z racji mojego stanu bardzo delikatnie i romantycznie, aż się popłakałam na koniec!
Poprawiny
2dnia gości było mniej, a na początku zabawa ciężko się rozkręcała, dopiero potem zrobiło się super, wszyscy szaleli na parkiecie

Ja czułam się już nienajlepiej, więc powoli tańczyłam, starałam się nie zmęczyć.
Na poprawinach podano najmniejsze piętro tortu, które zostało z poprzedniego dnia i po kilku sekundach już go nie było!! Każdy pytał skąd i deklarował, że będą zamawiać taki sam jak będzie ich czekać najbliższa impreza jakaś!
Koło 22 impreza się skończyła, zaczęło się sprzątanie i znów poszliśmy do motelu spać

Po poprawinach wróciliśmy z moja kuzynką i jej mężem do domu, mąż przeniósł mnie przez próg i jeszcze cały poniedziałek trwała zabawa!!