Szukalem platformy nazywaiacej sie "inne tematy" albo cos podobnego. Nie moglem jej znalezc i gotowy bylem do poszukania innego portalu. A wtedy zobaczylem to forum, i to zaproszenie: "A nawet zamieszczać twórczość własną, niezależnie od klasy." Mam nadzieje ze ponizsze wsponienia, z roku 1941, kogos tu zainteresuja.
====================================================
Wspomnienia z okresu wojennego
Ludwik Kowalski (wrzesień 2010)
Wstep
W roku 1941 mieszkalismy z mamą nie daleko od Moskwy, Niedawno miałem okazję do napisania wspomnien osobistych a tego okresu.” Było to zadanie domowe na kółku literackim dla Amerykanów w wieku dojrzałym, dla tzw. “senior citizens.” Zbieramy się co miesiac i dyskutujemy nasze wypracowania. Jest to bardzo przyjemne zajęcie kulturalne. Oto link do mojego originalnego tekstu, napisanego po angielsku:
http://csam.montclai.../denenievo.html
Nizej pokazane polskie tlumaczenie jest rozszerzona wersja pierwszej sekcji mojego życiorysu, zatytułowanego "Pamiętniki byłego komunisty; myśli, uczucia, rzeczywistosć.” Niestety książka to istieje tylko w języku angielskim. Każdy kto rozumie ten język może ją czytać na ekranie komputora:
http://csam.montclai...life/intro.html
Zyciorys ten został napisany na podstawie dzienniczków które prowadziłem w latach 1946-2004, w ZSRR, Polsce, Francji, i w Stanach Zjednoczonych, gdzie mieszkam od roku 1964. Obrazuje ona moją ewolucję od jednej skrajności (bycia oddanym Stalinistą, jako student na Politechnice Warszawskiej ) do drugiej (bycia aktywnym anti-komunistą na emeryturze). Dlaczego dzilę się tym linkiem zadarmo, zamiast zarabiania ze sprzedarzy wydrukowanych książek? Bo pisanie było dla mnie obowiazkiem moralnym-- wobec rodziców, wobec innych ofiar stalinizmu, i wobec Polski.
============================================================
Napaść na Zwiazek Radziecki
W 1941 roku, mama i ja mieszkaliśmy w Dedenievo, w małym osiedlu (55 km na północ od Moskwy) nad brzegiem słynnego kanału Moskwa-Wołga. Linia kolejowa łącząca Moskwę z Leningradem, i szosa asfatowa, też przechodziły przez Dedenievo. Nadal pamiętam nazwy niektórych otaczających nas wiosek, naprzykład Medviedki, Tselkowo, Szukołowo, itd. Były to gospodarstwa kolektywne (kołchozy). Mieliśmy też szkołę, sanatorium (gdzie mama pracowała jako pielęgniarka), dom dle invalidów, szpital, dwa sklepy, bibliotekę, aptekę i pocztę. Był tam też duży, częściowo zrujnowany kościół. Wieża tego kościoła dominowała nad całym obszarem, było ją widziana z odległości wielu kilometrów. Północna ściana kościoła byl wywalona i przechodnie mogli widzieć ogromny obraz Chrystusa namalowanego na wewnętrznej ścianie. Zawsze byłem zafascynowany tym, że jego oczy wodziły za mną kiedy przechodziłem tamtędy.
Pewnego ranka, bedąc w sklepie usłyszałem, że Zwązek Radziecki został zaatakowany przez Niemców. Natychmiast pobiegłem do sanatorium, około pół kilometra, aby powiedzieć się tym co usłyszałem. Włączono odbiornik i słuchano ostatniej częsci przemowienia ministra spraw zagranicznych--Mołotowa. Innym zapamiętanym szczegułem był rozkaz wydany następnego dnia. Wszystkie odbiorniki radiowe - a my mieliśmy jeden - muszą być dostarczone do urzędu pocztowego. Władze terenowe oznajmiły, że części radiowe są potrzebne dla wojska. Czy naprawdę było to głównym powódem? Prawdopodobnie nie. Myslę że chciano nas ochronić przed niemiecką propagandą. Po tym dniu byliśmy zdani polegać wyłącznie na informacjach przekazywanych przez głośniki podłączone do stacji Sowieckiej.
Jedenaście dni później usłyszałem pierwsze przemówienie Stalina Oto jego slowa: "Towarzysze! Obywatele! Bracia i siostry! Ludzie z naszej armii i marynarki! Zwracam się do was, moi przyjaciele! . . . " Powiedział że zaatakowały nas najlepsze dywizje Hitlera ale spotka je zgubny los na polu bitwy. A potem dodał, że wróg wciąż prze naprzód. Byłem bardzo zaskoczony, że nasz kochany przywódca miał bardzo silny gruziński akcent. Wszędzie pojawily sie plakaty--"wszystko dla frontu, wszystko dla zwycięstwa," "ojczyzna wzywa," itd. Ale każdego dnia słyszeliśmy przygnębiające komunikaty radiowe, takie jak "dziś, jak planowano, nasze jednostki opuściły Mińsk." Ludzie nie mieli pojęcia, co się naprawdę działo na zachodzie. Związek Radziecki był całkowicie nieprzygotowany do wojny i straty były ogromne, jak dziś wiemy. Szkoła nasza funkcjonowała, ale połowę czasu poświęcono sprawom wojskowym. Uczono nas jak radzić sobie z małymi bombami zapalającymi, jak posługiwać się karabinami (bez ostrej amunicji), jak rzucać granaty (bez zapalnikow), itd.
Niemcy zblizaja się do Moskwy
Pewnego dnia przywieziono do Dedenieva cały pociąg nędznie wyglądąjacych, i nie mówiących po rosyjsku, Uzbekow. Powiedzano nam ze jest to dywizja frontu pracy. Każdego ranka, eskortowani przez uzbrojonych żołnierzy, byli oni doprowadzani do kopania okopów, do budowania fortyfikacji itd. W nocy spali na podłogach wysokiego budynku, nie daleko od domku w ktorym odnajmowaliśmy mały pokój. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę że dywizja ta była mobilnym obozem na wzór Gułagu.
Stada krów, owiec i koni, pochodzące z okolicznych kołchozów, były prowadzone wzdłuż szosy w kierunku Moskwy. Obowiązującą zasadą było nie pozostawiać niczego Niemcom. W tym czasie moja mama i sąsiad kupili prosiaka od chłopa z pobliskiej wsi. Został on ubitu długim nożem, a następnie podzielono go na dwie części, jedna dla nas, a druga dla sąsiada. Nigdy nie zapomnę strachu jaki przeżyłem oglądając ubój i słysząc
rozpaczliwego ryku zabijanego zwierzęcia.
Kilka tygodni później przeżyłem podobny strach w zupełnie innej okoliczności. Żołnierz Armii Czerwonej podszedł do mnie i zapytał o najlepszy sposób do przejscia na
drugą stronę kanału. Był to prawdopodobnie ranny; jego zabandażowana ręka podtrzymywana byla petlą sznuru zawieszonego przez głowę. Wiedziałem, że kanał był już zamarźnięty i że możno go było być przekroczyć prawie wszędzie. Ale wiedziałem też, że nie wolno było podać żadnych informacji osobom postronnym - każdy może być szpiegiem niemieckim, wpajano nam. Więc zamiast odpowiedzi powiedziałem: "Wiem, do kogo się zwrócić, chodź ze mną." I poszliśmy w kierunku budynku strzeżonego przez uzbrojonych żołnierzy. Powtórzyłem im pytanie rannego i poszlem w kieruku domu. Po chwili usłyszałem znajomy trzask zamka karabinowego. Odwróciłem głowę do tyłu i zobaczyłem, że lufa karabinowa skierowana była w strone rannego żołnierza.
Mysląc że go zabijają, pobiegłem do domu, wskoczyłem na łóżko i przykryłem głowę poduszką. Poprzedni strach doświadczony podczas zabijania prosiaka był taki sam jak lęk który czułem podczas tego zdarzenia. Ale strzału nie było. “Nie zabiliśmy go,” powiedział mi strażnik później. “Zostanie on ukarany jako dezerter.” Kilka dni później, szukając drzewa w opuszczonej szopie, ujżałem ciała dwóch żołnierzy radzieckich. Czy oni również byli dezerterami? Być może ukrywali się w tej szopie i zmarli na śpiaco. Ten rodzaj śmierci jest podobno zupełnie bezbolesny.
Też mogłbym być wsród spalonych żywcem
Dwa tygodnie później Niemcy byli tylko kilka kilometrów od naszej osady. Pewnego wieczoru, prawdopodobnie pod koniec października, most kolejowy nad kanałem został wysadzony w powietrze przez saperów radzieckich. Wtedy Armia Czerwona wycofała się z Dedenieva i znaleźliśmy się pomiędzy dwiema armiami, przez okres około jednego tygodnia. Osada była mocno bombardowana przez niemieckie samoloty. Budynek obok szkoły został zniszczony przez dużą bombę, pozostawiającą krater około 50 metrów szerokości i 30 metrów głębokości. Ta bomba była prawdopodobnie przeznaczona dla wieży kościoła. Niemcy mogli podejżewać że był on punktem obserwacyjnym. Okna domu inwalidow zostaly wybite przez liczne eksplozje. Jednej nocy wiekrzosć pacjentów zmarła z zimna. Nastepnego dnia mama moja nosila tych co przezyli do szpitala, na plecach.
Potem pracowała ona w szpitalu, po drugiej stronie ulicy od podkościelnego schroniska w którym mnie zostawiła. Przed wojną miejsce to było używane do przechowywania warzyw dostarczanych dla państwa z okolicznych kołchozów. Około 100 osób przebywało tam, siedząc na kupach marchwi i ziemniaków. To właśnie tutaj usłyszałem po raz pierwszy, o specjalnych niemieckich jednostkach wojskowych przeznaczonych do zabijania Żydów i komunistów. Było mi wtedy 10 lat. Marzyłem o dołączeniu się do partyzantów.
Pierwsze Sowieckie zwycięstwo
W przerwie między bombardowaniami mama przyszła do schronu i powiedziala że będzie mi lepiej w szpitalu razem z nią. Jak szliśmy do wyjścia, bomby zaczęły ponownie padać. Jeda a nich trafila w drewniany budynek szpitala, pokrywajac ruinami około stu osób. Słyszeliśmy wołania o pomoc, ale nic nie możno bylo zrobić. Później w nocy wybuchł pożar. Ci co przeżyli bombę spłoneli żywcem. Pierwsze zwycięstwo radzieckie podczas II wojny światowej, odrzucające Niemców od Moskwy, miało swój początek w miejscu w którym mieszkaliśmy. Tydzień później poszedłem do Jachroma, najbliższej osady, z której Niemcy odeszli. Tutaj natrafiłem na dwa opuszczone niemieckie czołgi. Wdrapałem na jeden z nich, otworzyłem właz i wlazłem do środka. Nie było to rozsadne postąpienie--dopiero później uswiadomiłem sobie że czołg mógł być zaminowany.
Huk armat, słabnący z dnia na dzień, wreszcie udzelił miejsca wzglednej ćiszy. Był to początek bardzo trudnych dwóch lub trzech lat dla nas, ze względu na ograniczoną podaż żywności. Podobnie jak większość inni, zaczęliśmy uprawiać własne ziemniaki, gdziekolwiek się dało. Mielismy pokój w bardzo prymitywnym baraku, bez wody bieżącej i bez ustepu. Każda rodzina miała jeden pokoik. Połowa naszej przestrzeni była używana do przechowywania ziemniaków. Spożywalismy je oszczędnie, tak by starczyło do następnego lata. Wiosną zadowalaliśmy się jajami zbieranych z ptasich gniazd, i świeżymi pokrzywami. Nieco później, w lecie jedliśmy wrony, szczaw i jagody. Codziennie zajmowalem się zbieraniem grzybow i łowieniem ryb. Byliśmy stale głodni. Zimy były bardzo surowe. Przeżyliśmy bo ja zbieralem drzewo w lesie, i kradłem odrzuty w poblizkim tartaku.
Ale dalsze lata byly bardzo trudne
Mięso z prosiaka, które kupiliśmy jesienią, było ważnym składnikiem naszej diety. Na wiosnę, pozostała nam tylko jedna duża kość; wisiala ona na gwozdziu wbitego w drewniana ścianę. Mama mowila ze kość tą nalezy zachowywać jako ostani ratunek. W końcu została ona użyta do przyrządzenia bardzo smacznej zupy. Byłem bardzo podekscytowany, widząc kółka tłuszczu pływające na powierzchni tego aromatycznego rosołu. Rok później byłem jeszcze bardziej podekscytowany aromatem wydobywającym się z otwartej puszki z mięsem amerykanskim. Nazwa rosyjska tej krolewskiej potrawy byla "swinaja tushonka." Był to moj pierwszy posiłek amerykanski. Nigdy więcej, w całym moim długim życiu, nie doznałem wspanialszego wrażenia kulinarnego. Tak, to był moj pierwszy posilek Amerykanski. Kto by pomyślał że bedę go opisywać 68 lat później.
======================================================
Gdzie i jak opublikowalc te wsopmienia w jakims polskim czasopismie lub gazecie? Czekam na porade.
Dziekuje za wczasu,
Ludwik Kowalski (see Wikipedia)
Professor Emeritus
Montclair State University, USA
http://csam.montclai...life/intro.html
Strona 1 z 1
Wspomnienia z okresu wojennego, 1941
#1
Napisano 28 December 2010 - 05:13
Ludwik Kowalski, author of a free ON-LINE book entitled “Diary of a Former Communist: Thoughts, Feelings, Reality.”
http://csam.montclai...life/intro.html
It ia testimony based on a diary kept between 1946 and 2004 (in the USSR, Poland, France and the USA).
The more people know about proletarian dictatorship the less likely will they experience is.
http://csam.montclai...life/intro.html
It ia testimony based on a diary kept between 1946 and 2004 (in the USSR, Poland, France and the USA).
The more people know about proletarian dictatorship the less likely will they experience is.
Opcje tematu:
Strona 1 z 1

Logowanie
Rejestracja
Pomoc











