Newsy z życia kościoła
#1
Napisano 21 November 2010 - 01:05
Zachęcam zatem do zamieszczania tutaj najciekawszych i najistotniejszych informacji o życiu rządców dusz lwiej części Polaków.
Oto kilka newsów na dobry początek:
Prymas: Nie karzmy księży pedofilów! To są starsi ludzie
Ledwie opadł szum po skandalu, jaki wywołał prymas Belgii, mówiąc o tym, że AIDS to swoista sprawiedliwość, a przywódca belgijskiego Kościoła znów podpadł. Tym razem ciężko mu będzie się wykręcić tym, że został źle zrozumiany.
André Léonard prymas Belgii zabłysnął właśnie myślą, która może rozwścieczyć Belgów. I nie tylko ich, bo przecież księża molestowali dzieci nie tylko w ojczyźnie saksofonu i pralinek.
Czy ofiary naprawdę chcą zobaczyć 85-letniego człowieka na ławie oskarżonych, pod pręgierzem? Winniśmy szacunek wszystkim, przede wszystkim ofiarom, które należy wysłuchać. Ale księża także są ludźmi. Jeżeli księża są już na emeryturze i nie wykonują żadnych obowiązków, to wydaje się nieludzkim dokonywanie na nich swoistej zemsty.
Prymas dodał, co prawda, że księża wciąż wykonujący obowiązki w parafiach powinni odpowiadać jak normalni obywatele, ale nie sądzimy aby spotkało się to ze zrozumieniem ofiar i ich rodzin. Nie spotyka się to również z naszym zrozumieniem.
Nie rozumiemy bowiem czemu ewentualne cierpienie ludzi, którzy dopuszczali się strasznych czynów, ma być ważniejsze od sprawiedliwości. I od tego, że ofiary wciąż cierpią wiedząc, że ich oprawcy są bezkarni. Tu nie ma mowy o zemście, tu chodzi tylko o elementarną sprawiedliwość.
Chodzi też o coś więcej, bo o równość wobec prawa. "Zwykły" pedofil jest ścigany zazwyczaj całe życie. Czemu więc księża mieliby stać ponad prawem tylko dlatego, że są już na emeryturze?
Jesteśmy bardzo ciekawi jak prymas Léonard wytłumaczy się z tej myśli. Bo że będzie musiał - nie ulega wątpliwości".
Pardon.pl
Mściwy książę kościoła
Policjant uwięziony po dąsach przewodniczącego episkopatu polski.
To gorsze, niż gdyby przejechał go samochód. Sierżant Paweł S. Harcerz. Kolekcjoner. Idealista. Były policjant. Obecnie aresztant. W sierpniu zeszłego roku Paweł S. policjant drogówki w Ustrzykach Dolnych, zatrzymał samochód. Kierował nim watykański ksiądz Stival Cianciarello. Jadąc na wycieczkę po Bieszczadach, nie zapalił świateł i przekroczył prędkość o przeszło 30 km/h. Sierżant postanowił wlepić mu 200 zł mandatu i pouczył, że na bieszczadzkich serpentynach trzeba jechać ostrożnie. Do rozmowy włączył się pasażer. Krzyczał na policjanta i machał rękoma. Wysiadł też z samochodu, zachowywał się agresywnie. Ty nie wiesz kim ja jestem – powtarzał wielokrotnie. Ponieważ sierżant nie raz już słyszał takie teksty, nie zareagował, tylko polecił siwemu krzykaczowi wsiąść do auta. Wypisał mandat, życzył szerokiej drogi i pożegnał panów uprzejmie. Zapomniał o tym zdarzeniu, jak o tysiącu innych kontrolach drogowych.
Ludzie z góry
Po miesiącu został wezwany na dywanik do szefa. Ty naprawdę nie wiesz z kim zadarłeś? Wtedy dowiedział się, że ów agresywny pasażer to arcybiskup Józef Michalik. Szef Kościoła katolickiego w Polsce, zadzwonił do komendy wojewódzkiej, skarżąc się na sierżanta.
Ponoszony miłością bliźniego, poprosił o ukaranie „nadgorliwego” policjanta. Prośba najważniejszej osoby w kraju to więcej niż rozkaz. Sprawą zajął się ówczesny zastępca komendanta wojewódzkiego w Rzeszowie Jan Zając. Zapytał sierżanta S. jakiego jest wyznania, dlaczego uderza w Kościół katolicki i czemu zwracał się niegrzecznie do biskupa, nazywając go „proszę pana”, a nie „wasza eminencjo”( w rzeczywistości abepe Michalik jest ekscelencją zaledwie. Przy tym skoro do Boga mówi się Panie, to wypada podobnie do jego urzędników). Wicekomendant zażądał też anulowania mandatu. W trzy tygodnie potem Paweł S. został przeniesiony z wydziału ruchu drogowego do plutonu patrolowego, czyli na posadę krawężnika. – Komendant powiedział mi, że musiał go przenieść, żeby „uciszyć tych chujów z góry”- mówi mi ojciec sierżanta S. Kogo miał na myśli, strach się domyślać. W noc sylwestrową, gdy sierżant miał interwencję za interwencją, zauważył, że z radiowozu zginął jego zasobnik z bloczkami mandatów karnych oraz część pieniędzy i prawo jazdy. Szybko złożył raport a pieniądze wyjął z własnej kieszeni i wpłacił w kasie komendy. Myślał, że to koniec kłopotów. To jednak był dopiero początek.
Ryzykowny incydent
Niedługo potem usłyszał podobno od przełożonego, komendanta Stanisława Dziedzica, że albo odejdzie ze służby, albo zostanie wyrzucony dyscyplinarnie. Taką wersję potwierdzają też anonimowo jego koledzy policjanci. Chłopak złożył rezygnację, a Dziedzic złożył doniesienie do prokuratury, że S. zniszczył mandaty po to, by przywłaszczyć sobie pieniądze. Te pieniądze, które oddał z własnej kieszeni. Prokuratura w parę dni potem postawiła byłemu już policjantowi zarzut, niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień. – Nie mam sobie nic do zarzucenia- mówi Dziedzic. –Tam były uchybienia. Co prawda przyznaje, że podobnych uchybień w policji jest wiele i kończą się jakąś karą porządkową, a niedoniesieniem do prokuratury, ale pamięta też o kłopotach policji po „incydencie” z arcybiskupem Michalikiem. – Policjant musi zachować się godnie i z szacunkiem do zatrzymanego – komentuje tamto zdarzenie. Zapewnia jednak, ze „incydent” nic go nie obchodzi, a ukaranie mandatem kościelnego dygnitarza nie ma związku z postępowaniem prowadzonym przeciwko S. Mówi też, że nikt z „góry” nie interweniował. Co innego twierdzi Komenda Główna Policji : …interwencja w Komendzie Powiatowej Policji w Ustrzykach Dolnych spowodowana była ustną skargą na „wulgarne” zachowanie się policjanta wobec abp. Michalika w trakcie kontroli drogowej.
Kto, z kim, gdzie i kiedy
Prokuratura zdawała sobie sprawę, że postawione Pawłowi S. zarzuty nie utrzymają się w sądzie. Bo jak ukarać za zniknięcie mandatów, które i tak są wpisywane po zakończeniu służby w rejestr nałożonych mandatów? Sierżantowi nic by to nie dało. Z zarzutów pozostał jedynie brak dbałości o dokumenty. A to cienkie. Tymczasem S. wciąż głośno mówił o arcybiskupie i interwencji w tej sprawie komendy wojewódzkiej z Rzeszowa. Wtedy do akcji wkroczyło Biuro Spraw Wewnętrznych Komendy Wojewódzkiej Policji. Już w niespełna miesiąc później Paweł S. siedział w areszcie. Tym razem otrzymał grube zarzuty. Nielegalne posiadanie broni, jej przetwarzanie i handel nią. Prokurator Aurelia Skiba napisała, że w bliżej nieokreślonym czasie, w bliżej niekreślonym miejscu i z bliżej nieokreślonymi osobami Paweł S. handlował bronią. Przeszukanie w domu sierżanta dało niebywałe wyniki: zabezpieczono dwa telefony komórkowe. Żadnej broni. Skąd więc takie zarzuty? – Wszyscy w okolicy wiedzą, że Paweł ma hopla na punkcie różnych wykopalisk – mówi jego kolega z komendy. – Ciągle wykopywał jakieś orzełki, guziki od mundurów, jakieś bagnety z pierwszej wojny, skorupy. To zapaleniec. Jego zbiory nie raz zasilały okoliczne muzea. – On był po przeszkoleniu pirotechnicznym, nie trzymałby żadnych niebezpiecznych materiałów, bo wie, czym to grozi – dodają koledzy S. Przeszukania dokonano także u rodziców Pawła S. Sześciu funkcjonariuszy z bronią gotową do strzału, w kominiarkach, o szóstej rano wtargnęło do ich domu. Para starszych ludzi była szarpana i popychana.
Przeszukanie trwało godziny. Ani broni, ani mandatów nie znaleziono. Zabezpieczono komputer, telefon komórkowy i zdjęcia wnuków. Razem z sierżantem zatrzymano innych kolekcjonerów. U nich znaleziono atrapy granatów, jakieś łuski po nabojach z wojny i inne żelastwa. Do aresztu trafił jednak tylko S. Prokurator Skiba zrobiła z sierżanta herszta bandy. Przy tym bandy nieistniejącej. Napisała, że zarzucane podejrzanemu czyny popełnione zostały(…) z udziałem osób, których tożsamości jeszcze nie ustalono. Uzasadniając areszt, napisała też, że ponieważ ona nie wie, z kim on jest w tej grupie przestępczej, niewiedza ta uzasadnia niezwłoczne odizolowanie Pawła S. od pozostałych osób. Pewnie od użytkowników Allegro. Gdzie kolekcjonerzy wymieniali się swoimi wykopanymi zdobyczami.
Glina nie podskoczy
Według przełożonego Aurelii Skiby, prokuratora Piotra Krausa, materiał dowodowy oraz okoliczności popełnienia czynów uzasadniały wystąpienie do sądu z wnioskiem o zastosowanie wobec Pawła S. środka zapobiegawczego. Dziś jedynym dowodem są zeznania moim zdaniem tendencyjne. Osoba pozostająca blisko śledztwa mówi mi, że są to drobni przestępcy, którzy poszli na współpracę z prokuraturą oraz….funkcjonariusze Biura Spraw Wewnętrznych KWP. Prokurator Skiba nadal wnioskuje o przedłużenie aresztu, choć od kwietnia nie prowadzi wobec aresztowanego żadnych czynności procesowych. Prokurator Kraus zapewnia także, że szykany i toczące się postępowanie nie ma żadnego związku z ukaraniem kierowcy arcybiskupa mandatem za popełnione wykroczenie. W każdym razie cały czas chodzi o stare żelastwo z czasów wojny, różne wykopane bagnety, a nie o żadną realną broń. Prokurator Skiba dla dobra śledztwa długo nie pozwalała sierżantowi zobaczyć się z rodziną. Teraz każda taka rozmowa odbywa się w towarzystwie funkcjonariusza BSW. Podczas przesłuchania sierżanta funkcjonariusz BSW Dariusz Piguła sam dzwonił do żony S. z zapytaniem, czy chce widzieć się z mężem. To miało złamać i tak już załamanego policjanta. Potem powiedział sierżantowi, że jeśli się nie przyzna do stawianych mu zarzutów, to rodzina nigdy nie dostanie widzenia. Podobno podał mu czysty protokół do podpisania. On sobie uzupełni…. – Czy to on pani o tym powiedział? – zapytał zdenerwowany Piguła, gdy do niego zadzwoniliśmy. – Skąd pani to wie? Paweł S. ma dwoje malutkich dzieci. Roczna Marysia choruje(ma ataki duszności), a 4-letni Patryk wciąż siedzi w oknie i wypatruje, kiedy wróci tata. Chowa się w koncie z wyimaginowanym telefonem i dzwoni do ojca. Żona policjanta ze względu na chorobę małej nie może pracować. Od miesięcy zdychają z głodu. Ojciec Pawła S. dowiedział się, że szef wszystkich biskupów polskich opowiada podczas różnych spotkań o tym głupim policjancie z Ustrzyk Dolnych, który już się napodskakiwał. Napisał list do abp. Michalika. Zapytał, dlaczego Michalik zrobił taką krzywdę jego synowi. Nie dostał odpowiedzi.
Arcymiłośnik bliźniego
Arcybiskup Józef Michalik jest głową polskiego Kościoła. Mówi na kazaniach, że najważniejsza jest rodzina i dzieci, zwłaszcza te dopiero poczęte. Jest też autorem książki „Kochać Boga – szanować człowieka”. Pisze w niej o miłości do bliźniego, o tym, że trzeba wspierać nawet tych, którzy są naszymi wrogami. A Paweł S.,32 – letni policjant z Ustrzyk Dolnych, gnije w pudle, bo nie nazwał ekscelencji księdza biskupa „eminencją”, tylko zwrócił się „proszę pana”.
http://www.naszepolo...cles.php?id=705
Watykan chce chrzcić kosmitów
Papieski astronom, Guy Consolmagno, wygłosił wykład podczas brytyjskiego Festiwalu Nauki w Birmingham. Stwierdził nie tylko, że wierzy w kosmitów, lecz wyraził chęć uczynienia z nich chrześcijan - podaje portal kp.ru.
- Byłbym bardzo szczęśliwy, gdyby udało się nam odnaleźć gdzie indziej istoty żywe, a jeszcze bardziej, gdyby były to istoty inteligentne - podkreślił doktor Guy Consolmagno. Jest on jednym z 12 astronomów, pracujących dla Watykanu.
Jego zdaniem, kosmici tak jak ludzie mają dusze. - Jeśli będzie trzeba, to ochrzcimy kosmitów - stwierdził papieski astronom. Dodał jednak, że szanse na komunikację z istotami spoza Ziemi są niewielkie.
http://wiadomosci.on...,wiadomosc.html
#2
Napisano 21 November 2010 - 01:33
Użytkownik Przymszy dnia 21 November 2010 - 01:05 napisał
Arcybiskup Józef Michalik jest głową polskiego Kościoła. Mówi na kazaniach, że najważniejsza jest rodzina i dzieci, zwłaszcza te dopiero poczęte. Jest też autorem książki „Kochać Boga – szanować człowieka”. Pisze w niej o miłości do bliźniego, o tym, że trzeba wspierać nawet tych, którzy są naszymi wrogami. A Paweł S.,32 – letni policjant z Ustrzyk Dolnych, gnije w pudle, bo nie nazwał ekscelencji księdza biskupa „eminencją”, tylko zwrócił się „proszę pana”.
http://www.naszepolo...cles.php?id=705
Wygląda na to, że ten pobity przez księdza policjant powinien uciekać z kraju
#4
Napisano 22 November 2010 - 03:11
Poseł przyznał też, że prokuratura przesłuchiwała go w sprawie jednego z jego wpisów na blogu. "Poseł Mularczyk (Arkadiusz Mularczyk z PiS) uważa, że obraziłem w nim Ducha Świętego" - poinformował śmiejąc się Palikot.
http://wiadomosci.dz...a-swietego.html
Prokurator był na szczęście łaskawy - Palikot nie pójdzie siedzieć.
Palikot nie odpowie za obrażenie Ducha Świętego
http://wiadomosci.ga...a_Swietego.html
#5
Napisano 22 November 2010 - 09:12
"Egzorcysta: Satanistyczna sekta w otoczeniu papieża!
Dan Brown się chowa.
Niedawno ukazał się we Włoszech zbiór wywiadów z, jak to określa "Fronda", "czołowym egzorcystą" Stolicy Apostolskiej, ojcem Gabrielem Amorthem.
Książka jest dobra, bo już wywołała skandal. Przez te fragmenty:
Sensację wzbudziło wyznanie zakonnika, który pozytywnie odpowiedział na postawione wprost pytanie o obecność satanistów w Watykanie. - Tak, są wśród nich księża, prałaci i kardynałowie - potwierdził.
- Wiem to od tych, którzy którzy mają możliwość obserwowania tego bezpośrednio. I jest to również najczęściej "wyznawane" przez same demony zmuszone do posłuszeństwa podczas egzorcyzmów - odpowiedział o. Amorth.
Wśród hierarchii wywołało to wielkie poruszenie. Nie dziwota, bo oto watykańska rzeczywistość miałaby przerastać nawet brawurowe wizje Dana Browna. Ks. Amorth mówi przecież o "satanistycznej sekcie".
Wszyscy rzucili się więc prostować mylne wrażenie, że najwyżsi kapłani (ba, sam papież!) mogą dyskutować naturę dajmy na to przyszłość celibatu z kardynałami pracującymi dla Drugiej Strony. Swoje o wyjątkowości większości kapłanów powiedział też ojciec Amorth.
Ale ostateczne rozwiązanie PR-owskiego kryzysu przyszło z Hiszpanii, ze strony innego egzorcysty. Ów ksiądz miał rozbrajająco powiedzieć, że historycznie rzecz biorąc, obecne kolegium kardynalskie jest najbardziej cnotliwe w historii.
A poza tym, nie można wierzyć demonom. Jak wiadomo, one najczęściej kłamią.
Problemy polskiej polityki na moment robią się bardziej przyziemne, prawda?"
Rafał Madejczak, Pardon.pl
#6
Napisano 24 November 2010 - 12:47
Jakby tego było mało, sąd wypuścił go za kaucją.
W rzeszowskim sądzie rozpoczął się proces księdza Romana J., jednego z założycieli katolickiego radia Via. Były proboszcz jednej z podrzeszowskich parafii jest oskarżony o molestowanie seksualne 4 dziewczynek. Proceder ten trwał od 2003 do 2008 roku.
W obronie księdza stoją parafianie, którzy nie wierzą w winę księdza. Pomimo tego, że ten przyznał się do części zarzutów. To jednak nie pomogło - ksiądz nie jest już ich proboszczem, ma nawet zakaz mieszkania w miejscowości, w której tak gorliwie i dogłębnie służył mieszkańcom.
A przecież to dzieci parafian były krzywdzone przez księdza. Broniąc go, mieszkańcy tak naprawdę pogłębiają krzywdę tych dziewczynek, które będą musiały pewnie zniknąć z rodzinnej wsi tak szybko jak to możliwe. Trudno im będzie żyć z piętnem tych, które przegoniły ulubionego księdza i wolę nie wiedzieć jakimi wyzwiskami obdarzają je sąsiedzi.
Ciekawe, że Roman J. odpowiada z wolnej stopy. Sąd wypuścił go za kaucją w śmiesznej (w tych okolicznościach) wysokości 20 tysięcy złotych. Pedofile nie będący księżmi nie mają takich przywilejów i zazwyczaj są dowożeni na salę rozpraw w kajdankach. Niezależnie od stanu zdrowia.
Natomiast ksiądz Roman dojeżdża sobie elegancko z domu księdza seniora i tam też po rozprawie wraca. Ciekawe, czy sąd będzie dla niego również łaskawy wydając wyrok. Pewnie tak, bo w Polsce wymiar sprawiedliwości jest dla księży bardzo łagodny.
Pardon.pl
Użytkownik Przymszy edytował ten post 24 November 2010 - 12:47
#7
Napisano 25 November 2010 - 17:02
W kościołach całej Polski wierni będą się modlić w sobotę za zwolenników i propagatorów in vitro. Krakowska kuria ułożyła i specjalną litanię, w której będą przepraszać Boga za badania prenatalne, lekarzy i pielęgniarki uczestniczących przy zapładnianiu in vitro, naśmiewanie się z rodzin wielodzietnych.
W zaproszeniach, które trafiły także do katolickich stowarzyszeń i organizacji, kard. Dziwisz, zapowiada, że podczas specjalnego nabożeństwa eucharystycznego Kościół będzie przepraszał za niezgodne z nauczaniem Stolicy Apostolskiej i nagannie moralne praktyki (in vitro, aborcja), dziękował za "dar życia" i modlił się o "przyjęcie nowego życia". To odpowiedź hierarchy na wezwanie Benedykta XVI i polskiego Episkopatu, by katolicy modlili się za tych, którzy korzystają lub propagują in vitro i aborcję.
Mamy problem z katolikami, którzy opowiadają się za in vitro - twierdzi kard. Stanisław Dziwisz.
W propozycji krakowskiego scenariusza modlitwy, jaki trafił do parafii, pojawiają się także inne powody do przeprosin: brak szacunku dla kobiet oczekujących narodzin dziecka, naśmiewanie się z rodzin wielodzietnych i obojętność na ich potrzeby, lekarze, którzy przyczyniają się do zabójstwa dzieci nienarodzonych, łamanie prawa do życia i do egzystencji godnej człowieka, egoizm małżonków przejawiający się w zamknięciu na przyjęcie nowego życia, sztuczne niszczenie płodności i lekceważenie przykazania "nie zabijaj!", rozbijanie małżeństw, łamanie wierności małżeńskiej, rozwiązłość obyczajów, konflikty rodzinne, uleganie nałogom i nieodpowiedzialne postępowanie, brak szacunku wobec ludzkiego ciała i niewłaściwe myślenie o ludzkiej płciowości, nadużycia tzw. edukacji seksualnej dzieci i młodzieży, osłabianie naturalnej wrażliwości i wstydliwości młodych oraz ośmieszanie cnoty czystości. Duchowni chcą, by wierni przepraszali także za kontrolę "jakości dziecka" w okresie prenatalnym i zabijanie zarodków.
W propozycji nabożeństwa znalazł się też fragment poświęcony lekarzom i pielęgniarkom. "Przebacz [Boże] lekarzom, którzy są powołani, aby ratować życie, a sprzeniewierzyli się przysiędze Hipokratesa. Przebacz pielęgniarkom, które nie stanęły w obronie każdego poczętego dziecka. Udziel im wszystkim światła i mocy, aby zawsze bronili tych najmniejszych, których Panie ochraniasz w sposób szczególny. Niech nasza Ojczyzna mężnie broni życia i godności każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci, aby Chrystus zakrólował w każdej rodzinie, w Ojczyźnie i w całym świecie, który żyje i króluje na wieki wieków".
http://wiadomosci.ga...elegniarki.html
#9
Napisano 25 November 2010 - 23:51
#10
Napisano 27 November 2010 - 00:23
Zawodowemu zabójcy wręczył 5000 dolarów zaliczki.
Katolicki ksiądz, oczekujący na rozprawę w sprawie molestowania seksualnego 16-latka, jakiego dopuścił się w 2008 roku, postanowił rozwiązać ten trudny dla siebie problem. Najlepiej w sposób ostateczny.
Ksiądz John M. Fiala zdecydował się zatrudnić zawodowego zabójcę, aby ten usunął chłopaka. Trudne negocjacje zakończyły się wręczeniem 5000 dolarów zaliczki i wskazaniem celu. Kłopot księdza polega na tym, że pieniądze wręczył tajniakowi.
Do oskarżeń o dwa gwałty na nastolatku ksiądz dodał więc próbę morderstwa. Zważywszy na okoliczności, w jakich pogłębiał wiarę nastolatka na ambonie strzeleckiej, nie dziwi, że szeryf Don Letsinger powiedział o Fiali:
To jest naprawdę zły człowiek.
Księdzu będzie teraz trudno się wybronić od zarzutów. Dotychczas zaprzeczał zeznaniom nastolatka, że poił go alkoholem i gwałcił. Obecnie udowodnił swoją winę w sposób naprawdę mocny.
Ciekawe jest to, że ksiądz Fiala już od 2009 roku nie zajmuje żadnego stanowiska w Kościele, a oskarżenie przeciwko niemu wpłynęło dopiero w kwietniu 2010. Czyżby Kościół wiedział o tym, co zrobił nastolatkowi, ale nie powiedział?
Nie byłby to pierwszy raz w historii Kościoła, gdy tego typu sprawy zamiata się pod dywan. Ale teraz ksiądz John M. Fiala nie może już liczyć na wsparcie. Zarzut zlecenia zabójstwa nie pozwoli mu się już wywinąć od odpowiedzialności.
Pardon.pl
#11
Napisano 27 November 2010 - 00:28
Mają chytre pyski, lecą na bilon - mało tego jest to teraz korporacja z krzyżem w logo.
Dla mnie jedynym człowiekiem który miał do tego powołanie był Jan Paweł 2 - mam do niego szacunek i będę miał do końca.
Reszta na "odstrzał"
A tym to osobiście bym się zajął na swój sposób.
Człowiek by miał rzeźnie z terrorem psychicznym w jednym.
Fuck You Bitch !

Rap wandal.
Coś czego leszcze nigdy nie ogarną.
Szczyt zera - to nie mieć Heitera.
#12
Napisano 28 November 2010 - 22:56
Rzadko się ten wymiar świętości papieża Polaka przypomina.
Rewolucja przyszła kilka dni temu. Benedykt XVI w wywiadzie-rzece zapewnił, że Kościół niekoniecznie będzie skazywał na piekło ludzi, którzy ze względów zdrowotnych będą używać prezerwatyw. O kontroli urodzeń papież jeszcze nie wspomniał (to nadal wielkie zło), ale nie trzeba być jasnowidzem, żeby wyobrazić sobie do czego doprowadzi ten wyłom w anty-antykoncepcyjnej "doktrynie", którą może zmienić papież w rozmowie ze znajomym dziennikarzem.
Ale nie zawsze tak było. W pewnej chwili Kościół znalazł się bardzo blisko uchylenia wiernym furtki do stosowania środków antykoncepcyjnych. Ale Karol Wojtyła, przyszły papież, te furtkę zatrzasnął.
Grzech Onana źle zrozumiany
Historię opisuje w biografii Jana Pawła II Bernard Lecomte ("Pasterz", Kraków 2006). Był rok 1963, trwał Sobór Watykański II a w jego ramach powstała komisja teologów i świeckich, która miała na potrzeby soboru przygotować raport o nowych metodach antykoncepcji. Trzy lata wcześniej pojawiła się pigułka antykoncepcyjna.
Dyskusje toczyły się przez dwa lata. Historycy zapamiętali, że profesor teologii Hans Kueng (za kilkanaście lat Watykan orzeknie oficjalnie, że Kueng w swoim nauczaniu odszedł od teologii katolickiej) dowodził, iż nie ma teologicznej podstawy do utrzymania zakazu antykoncepcji.
W 1965 nowy papież, Paweł VI rozszerzył skład komisji o lekarzy, psychologów, w tym kobiety, co będzie miało kapitalne znaczenie dla prac komisji. Tak rozszerzona komisja, jak opisuje Robert McClory w swoim "Turning Point..." (Nowy Jork 1995) wzięła na warsztat całą katolicką doktrynę, by odkryć, że wiele filarów zakazu (jak historia biblijnego Onana) zostało opacznie zrozumianych lub są po prostu przestarzałe.
Koszmar "kalendarzyka"
Ale o wiele bardziej kluczowe dla debaty były świadectwa małżeństw gorliwych katolików, którzy opisali komisji swoje doświadczenia z "kalendarzykiem". Z opowieści wiernych wyłonił się gorzki obraz "naturalnego planowania rodziny": kalendarzyk zamiast zbliżać partnerów, oddalał ich od siebie zezwalając im na seks w zależności od gęstości wydzieliny z pochwy, a nie wtedy gdy czuli przypływ uczucia. Twierdzenia te poparły badania par, które stosując się wiernie do zaleceń "kalendarzyka" popadały w obsesję seksualną.
Na biskupach obecnych w komisji niemałe wrażenie zrobiły też słowa kobiet, które przekonywały, że rodzenie kolejnych dzieci nie zawsze stoi na szczycie ich listy marzeń.
Wszystko to spowodowało, że ziemia się zatrzęsła. Stosunkiem
głosów 52 do 4 komisja zaleci cofnięcie zakazu antykoncepcji.
McClory przywołuje tu pełną napięcia wymianę zdań z komisji:
Ojciec Marcelino Zalba: Jeśli nauczanie o zakazie antykoncepcji było błędne, co się stanie z tymi milionami osób, które posłaliśmy do piekła?
Patty Crowley, działaczka katolicka: Ojcze Zalba, czy ojciec rzeczywiście sądzi, że Bóg wykonuje wszystkie wasze rozkazy?
Interwencja kardynała Wojtyły
Ta bajka nie ma jednak happy endu. Powstaje nadkomisja złożona z kardynałów i biskupów, która ma zająć się tym samym problemem. I tu pojawia się kardynał Karol Wojtyła. Co jednak zaskakujące, znów przytłaczającą większością głosów (9 do 2, 3 się wstrzymało) wygrywa opcja liberalna.
Karol Wojtyła nie mógł wziąć udziału w głosowaniu (zaczynały się obchody tysiąclecia Polski), ale w prywatnej rozmowie z Pawłem VI informuje go, że głosowałby przeciw, bo stosowanie antykoncepcji jest "przeciwne godności istoty ludzkiej".
Paweł VI zgadza się z tą argumentacją. Nie bez znaczenia jest aspekt prestiżowy: konserwatywna część hierarchii kościelnej uważa, że głowa Kościoła nie może przyznać, iż w tak ważnej kwestii następcy świętego Piotra tak wyraźnie się przez wieki mylili.
Papież uznaje niebawem, że raportu komisji przyjąć nie może, bo ostateczny wynik głosowania (57 do 9) nie świadczy
o jednomyślności członków komisji.
I jeszcze raz kardynał Wojtyła przychodzi tu z odsieczą: powołuje w Krakowie kontrkomisję, która po czterech miesiącach pracy dostarcza papieżowi raport, który podważa najważniejsze ustalenia "liberałów". Jak pisze Bernard Lecomte w biografii Jana Pawła II, ksiądz Andrzej Bardecki miał powiedzieć, że 60 procent
opublikowanej w lipcu 1968 roku anty-antykoncepcyjnej encykliki Humanae vitae to właśnie ustalenia krakowskiego raportu Karola Wojtyły. Lecomte konkluduje:
Ten wewnętrznie rozdarty papież [Paweł VI], niepewny swych przekonań akurat w tej kwestii, musiał się na kimś oprzeć. A tym kimś był Karol Wojtyła.
Przez następne 40 lat nic się w tej kwestii nie miało zmienić.
Pardon.pl
#13
Napisano 10 December 2010 - 13:50
Zasadniczo jest tak, że w piątek dobry katolik bawić się nie może. Idąc na piątkową balangę po prostu grzeszy, bo powinien zachować wstrzemięźliwość względem mięsa i powstrzymać się od hucznych zabaw. Kielecki biskup rozumie jednak, że 31 grudnia wierni mogą mieć z tym pewien problem. Nawet ci najwierniejsi.
Tego dnia obchodzimy wspomnienie św. Sylwestra. Ale to również zakończenie świeckiego roku kalendarzowego i wiele osób spędzi ten dzień na przyjęciach. Osoby, które traktują swoją wiarę poważnie, mogłyby odczuć konflikt sumienia, bo z jednej strony mamy piątek, a z drugiej strony tego dnia nie obchodzimy uroczystości kościelnej. Żeby uniknąć takiego rozdwojenia, ksiądz biskup uznał, że należy udzielić w tym dniu dyspensy dla wiernych diecezji kieleckiej.
Tak wyjaśnia to ksiądz Dariusz Gącik, rzecznik prasowy kurii. Katolicy w całym kraju mogą więc liczyć na to, że ich biskupi może pozwolą im łaskawie się pobawić na sylwestrowych prywatkach i przyjęciach. Skoro w Kielcach już pozwolili.
Sytuacja na razie jest jednak taka, że jeżeli jesteś katolikiem, w sylwestra bawić się nie możesz. Chyba, że jesteś wiernym diecezji kieleckiej i biskup, w swej niezmierzonej łaskawości, udzielił ci dyspensy.
Wiedząc, że większość i tak pójdzie się bawić.
Pardon.pl
#14
Napisano 14 December 2010 - 03:19
Dyrektorka publicznej Szkoły Podstawowej nr 6 odwołała zabawę choinkową dla całej szkoły. Bo grupka rodziców stwierdziła że katolicki światopogląd nie pozwala na to aby ich dzieci bawiły się w piątek.
Najpierw był problem ze szkolnymi Andrzejkami. - Zabawa została przeniesiona z piątku na czwartek, od nauczycielki usłyszeliśmy tylko, że to na prośbę jednej z mam, która tłumaczyła, że dla niej jako katoliczki organizowanie zabawy w piątek jest całkowicie wykluczone - opowiada mama jednego z uczniów Szkoły Podstawowej nr 6 przy ul. Czwartaków.
Na tym sprawa się nie skończyła, 3 grudnia grupka rodziców przyszła do dyrektorki szkoły Danuty Nowakowskiej-Bartłomiejczyk z pismem, w którym zażądali przeniesienia zabawy choinkowej z piątku na inny termin. Treść pisma inni rodzice poznali na zebraniach rodzicielskich, zostało im odczytane przez nauczycieli. - Po prostu nie mogłam uwierzyć w te argumenty. Autorzy powoływali się na chrześcijański charakter szkoły, a przecież "szóstka" jest szkołą publiczną, a nie katolicką. Sprawa chyba poszła za daleko. Co groźnego jest w tym, że dziesięciolatki potańczą sobie w piątek? To niewinna zabawa dzieci. Czy niewierzący rodzice wymagają od dyrekcji zdejmowania krzyży wiszących w salach? Nie. - dodaje tata jednego z uczniów.
Dzieci klas I-V miały bawić się 7 stycznia, między wolnymi od zajęć, Świętem Trzech Króli i sobotą. W tym dniu zamiast siedzenia w ławkach byłyby tańce na sali gimnastycznej i podwieczorek z ciastami i słodkimi napojami. Piątkowa zabawa miała odbyć się w godzinach normalnych lekcji. Ale jej nie będzie, bo dyrektorka szkoły ugięła się pod postulatami 24 małżeństw, odwołujących się do katolickiej tradycji.
Co na temat mówi doktryna Kościoła? W piątek ukrzyżowany został Jezus Chrystus. "Zachowywać nakazane posty i wstrzemięźliwość od pokarmów mięsnych, a w okresach pokuty powstrzymywać się od udziału w zabawach" - tak brzmi czwarte przykazanie kościelne. Według Kongregacji Nauki Wiary powstrzymywanie się od zabaw obowiązuje we wszystkie piątki i w okresie Wielkiego Postu.
Danuta Nowakowska-Bartłomiejczyk nie chciała podać "Gazecie" konkretnych argumentów z pisma rodziców jej uczniów, które ją przekonały. Jednocześnie przyznała, że zorganizowanie zabawy właśnie 7 stycznia pierwotnie było jej pomysłem, a jednocześnie zaznaczyła w trakcie rozmowy, że "identyfikuję się z wartościami chrześcijańskimi".
- Jesteśmy szkołą państwową i musimy godzić interesy wszystkich stron. Wszystkie działania wiążą się z tym, aby uszanować prawa różnych osób, także do prywatności. Stronami, które muszą mieć pełną informację o tym, jak sprawa wygląda, są rodzice naszej szkoły i rada pedagogiczna. Nie zostałam upoważniona do ich upublicznienia - mówi Danuta Nowakowska-Bartłomiejczyk.
- Ale dlaczego jako dyrektorka publicznej szkoły, w kraju, gdzie obowiązuje rozdział kościoła od państwa, zdecydowała pani o odwołaniu zabawy dla około 400 dzieci na wniosek mniejszości powołującej się na katolicki światopogląd? - pytamy.
- Od dwóch mam, które podpisały pismo usłyszałam, że trudno będzie im wyjaśnić dziecku, że musi być w świetlicy, podczas gdy jego klasa jest na balu. Jestem przede wszystkim mamą dzieci i wczułam się w trudną sytuację rodziców - tłumaczy dyrektorka szkoły. Jednocześnie dodaje: - Szkoła ma obowiązek wspierać rodziców, nawet jeśli to wsparcie dotyczy mniejszości.
Jednak nie wszystkim spodobała się rezygnacja ze szkolnej zabawy, dlatego, że miała odbyć się w piątek. W środę, na żądanie rodziców odbędzie się spotkanie poświecone decyzji dyrektorki. Mają się na nim wypowiedzieć zwolennicy i przeciwnicy piątkowej zabawy choinkowej.
- Mam nadzieję, że uda się ustalić termin, w którym będą mogli bawić się wszyscy. Jesteśmy zżytą społecznością, nie dajmy się skonfliktować, szczególnie teraz, w czasie przedświątecznym - mówi dyrektorka "szóstki.
Nie udało nam się skontaktować z osobami, które podpisały pismo przeciw piątkowej zabawie. Przez dyrektorkę szkoły przekazały, że nie chcą rozmawiać z "Gazetą".
Źródło: Gazeta Wyborcza Lublin
http://lublin.gazeta...a_zakazuje.html
#15
Napisano 14 December 2010 - 21:37
Gdyby powiedział to Palikot, już by go zakrzyczano.
"Gazeta Wyborcza" dotarła do listu, jaki nuncjuszowi apostolskiemu w Polsce wysłał znany dominikanin. Ojciec Ludwik Wiśniewski, legenda opozycji demokratycznej w Polsce, zidentyfikował już we wrześniu zagrożenia jakie Kościół sam sobie stwarza.
Lista sporządzona przez o. Wiśniewskiego jest imponująca. I pokrywa się w dużej mierze z tym, co mówią o Kościele antyklerykałowie. Dowodzi to faktu, że Kościół w Polsce naprawdę ma poważny problem z samym sobą. I swoimi kapłanami.
Według moich ocen ponad 50 proc. duchowieństwa jest „zarażone” ksenofobią, nacjonalizmem i wstydliwie skrywanym antysemityzmem.
Gdyby pod listem nie był podpisany dominikanin, to równie dobrze mógłby to powiedzieć Napieralski albo Palikot. Argument o ksenofobii i nacjonalizmie polskich księży jest podnoszony niemal w każdej polemice środowisk antyklerykalnych.
Podobnie jak kwestia triumfalizmu polskiego Kościoła. Który od upadku komunizmu uważa wciąż, że różne rzeczy mu się „należą”. Jak ziemia czy pieniądze.
My, ludzie Kościoła, a zwłaszcza duchowni, uważaliśmy, że jesteśmy ciągle wspaniali, zwycięscy i że należą się nam oklaski, a nawet przywileje.
Ojciec Wiśniewski zwrócił również uwagę na naprawdę poważny problem jaki ma Kościół z przestępcami w sutannach. I nie tylko z nimi, bo przecież chodzi mu każdą nierozwiązaną sprawę, także o krzyż pod Pałacem Prezydenckim.
Rozbity polski Episkopat nie potrafił rozwiązać żadnego trudnego problemu, który w naszym Kościele zaistniał. Nie rozwiązano należycie problemu związanego z arcybiskupem Paetzem (…)
Jako rozwiązanie problemów, dominikanin proponuje debaty, które miałyby się toczyć wewnątrz Kościoła, ale z udziałem wiernych. Propozycje są naprawdę rewolucyjne, bo o. Wiśniewski proponuje nawet zastanowić się nad rolą Kościoła w stanowieniu prawa.
Wszystko to zakonnik napisał, bo trafnie zidentyfikował co się z polskim Kościołem dzieje i jak on teraz wygląda.
Nie jest dobrze z polskim Kościołem. Jest duży, kolorowy, imponujący - ale tak naprawdę jest sztucznie nadmuchany jak balon. Boję się, że nie doceniamy zagrożeń.
Gdyby napisał to ktoś spoza Kościoła już okrzyknięto by go lewakiem szukającym tematów zastępczych. Ale że napisał to legendarny duszpasterz opozycji, to może jednak ktoś się nad tym zastanowi. Również w Kościele.
Pardon.pl
#16
Napisano 16 December 2010 - 00:05
Pełny tekst listu na stronie "Wyborczej"
List
#17
Napisano 16 December 2010 - 02:52
Użytkownik deora dnia 16 December 2010 - 00:05 napisał
Pełny tekst listu na stronie "Wyborczej"
List
List ten wygląda nie skutek nieprzeprowadzenia lustracji w Kościele. Natomiast błędem jest utożsamianie z Kościołem środowisk postkablarskich. Dodatkowo wygląda,że, podobnie jak większość krytyki Radia Maryja ma swoje rasistowskie korzenie. Generalnie sieczka.
#18
Napisano 09 January 2011 - 21:05
Mężczyzna prosi nas o anonimowość. - Nie chodzi nawet o mnie, tylko o starszą część rodziny. Nie chcę sprawiać im przykrości, narażać na krzywe spojrzenia - mówi. - Ale postanowiłem opowiedzieć całą historię, bo nie daje mi to spokoju.
Opowiada więc: - Nasza parafia pod wezwaniem Matki Bożej Fatimskiej nie ma własnego kościoła. Wierni modlą się w małej kaplicy, obok, od kilku, jeśli nie kilkunastu lat, trwa budowa świątyni. Nie mieszkamy tu od tak dawna, tak więc nie powiem, ile czasu trwa taka sytuacja. Ale od momentu, kiedy się tu wprowadziliśmy, było powiedziane, z ambony, że w czasie kolędy mamy kłaść na stole dwie koperty. Jedną podpisaną "Kolęda", drugą "Na budowę kościoła". W 2009 moja rodzina dała 100 zł. Nawet nie wiem, czy w dwóch kopertach, czy w jednej. W każdym razie w czasie obecnej kolędy, pod koniec grudnia 2010 r., ksiądz wręczył nam karteczkę. W pierwszej chwili wszyscy myśleli, że to obrazek. A to był rodzaj wyliczenia - z góry nazwisko rodziny, adres, z dołu informacja że "Ofiara od rodziny na budowę świątyni w roku 2010 wynosiła 300 zł". A pośrodku tabelka "Ofiary złożone". W rubryce "Kolęda" jakaś falowana linia. A pod spodem, w rubryce "W ciągu roku", " - 200" zł. Jak to rozumieć? W moje ocenie - każda rodzina daje 300, wy też coś daliście (bo konkretnie o stówce z 2009 roku nic na kartce nie ma), ale i tak jesteście nam winni 200 zł. Po prostu - jestem dłużnikiem parafii.
O karteczki zostawiane przy okazji kolędy zapytaliśmy w piątek proboszcza parafii, księdza kanonika Stanisława Górskiego. Powiedział nam, że księża wręczają takie karteczki wiernym od lat. I nigdy nikt nie zgłaszał żadnych zastrzeżeń.
- Minus 200? Niemożliwe, na tych kartkach nie mogło się znaleźć nic takiego - twierdzi ks. Górski. Kiedy mówimy, że mamy zdjęcie kartki, przyznaje, że mógł się tam znaleźć "minusik".
- To rodzaj informacji dla naszych wiernych - podkreśla ksiądz proboszcz. - Ofiary na budowę nie są obowiązkowe.
- A jak patrzycie się na tych z minusami?
- Jak na wszystkich - przekonuje ksiądz. - Proszę zapytać parafian, czy jest tak, jak mówię, czy tak jak pani sugeruje. Ja parafian nie rozliczam. Czy wspierają budowę, to kwestia ich sumienia.
- Nie rozlicza ksiądz? A ta karteczka nie jest rozliczeniem?
- Jeśli ktoś nie chce dołożyć się do budowy, nie ma z tym żadnego problemu - powtarza ksiądz.
- A nie lepiej zrezygnować z tego informowania? Liczyć tak zwyczajnie, tylko i wyłącznie na dobrą i wolną wolę parafian?
- To sprawa naszej parafii - ucina ksiądz.
Pytanie, czy parafia nie powinna liczyć tylko na wolną wolę parafian, zadajemy w płockiej diecezji. Jej rzecznik Elżbieta Grzybowska pisze w odpowiedzi: - Niestety, nie znamy dokładnej relacji obu stron sprawy, którą zajmuje się "GW". Nie znamy zwłaszcza relacji proboszcza, co w tej sytuacji byłoby wiążące. Wiadomo przecież, że zdarza się, iż opisy konkretnych sytuacji, prezentowane przez dwie strony, mogą być diametralnie różne.
Grzybowska dodaje: - Zdarza się też, że intencja jakiegoś działania jest dobra, ale może być niezrozumiana lub niewłaściwie interpretowana. Jeżeli mieszkańcy danej parafii mają uwagi co do wizyty kolędowej, mogą i powinni zgłosić to w kurii diecezjalnej. Powinni również uczynić to wierni z parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej w Płocku, którzy dotarli do "GW". Wówczas, po zapoznaniu się ze szczegółowym opisem wydarzeń oraz rozmowie z księdzem, będzie można obiektywnie ocenić sytuację i podjąć kroki, aby w przyszłości nie dochodziło do zdarzeń, które mogą wydawać się kontrowersyjne.
Jak oceniać porozumiewanie się z wiernymi za pomocą karteczek z kwotami na minusie, zapytaliśmy także biskupa Tadeusza Pieronka.
- Z takiej relacji trudno jest wnioskować, czy takie karteczki są w porządku. Wszystko zależy od układów, atmosfery panującej w parafii. Właśnie wróciłem ze Stanów Zjednoczonych, gdzie tego typu sprawy zawsze się zapisuje, informuje, wylicza. I nikogo to nie oburza - powiedział.
W jego opinii trudno sprawę ocenić jednoznacznie. - Z jednej strony, jeśli w parafii buduje się kościół, to przypomnienia, informacji tego typu, nie traktowałbym na równi z napiętnowaniem. Z drugiej strony, nie są to metody właściwe tam, gdzie całe zjawisko finansowania Kościoła oparte jest na dobrej woli.
Biskup Pieronek podkreśla, że gdyby były to wezwania do zapłaty, upomnienia, byłoby to nie w porządku. - Ale taka informacja... Nie jest to ładne. Ale oburzać się nie ma co - podsumowuje.
Mieszkaniec Międzytorza komentuje: - To jakaś dziwna sprawa. Datki na budowę powinny być dobrowolne. To chyba wynika z definicji słowa "ofiara". Tymczasem jestem rozliczany jak w banku. Rozmawiałem z sąsiadami, mówią, że takie kartki dostają od lat. I że też ich to denerwuje. Czy ktoś się poskarżył? Nie wiem, ale słyszałem, że ludzie w końcu chcą iść z tym do proboszcza.
http://plock.gazeta....y_dwiescie.html
#19
Napisano 10 January 2011 - 10:43
Dorabianie ideologii trwa na dobre, a kościół rozpoczyna kontratak od wmawiania nam jakie to szczęście dla społeczeństwa, ta cała religia w szkołach.
Najwidoczniej kler poczuł, że traci grunt pod nogami – czytaj: młodzież jest coraz bardziej sceptycznie nastawiona do religii i wiary. Głos zabrał więc biskup Pieronek i indoktrynuje nas: Szkoła po 1989 r. zmieniła się. Panuje w niej chaos i bałagan. Nie jest dziś łatwo uczyć religii, szczególnie w dużych miastach. Na wsiach jest trochę lepiej. Nauka religii jest bardzo potrzebna, bez niej sytuacja w szkole wyglądałaby jeszcze gorzej. Na jakiej podstawie tak twierdzi – tego nie wiadomo. Czyżby lekcje religii uczyły młodzież czegoś poza klepaniem zdrowasiek? Śmiem twierdzić, że nie. Po 20 latach obecności religii w szkołach bilans jest negatywny. Badania socjologiczne pokazują niechęć i duże rozczarowanie młodych ludzi katechizacją. Jest ona często prowadzona przez nieodpowiednich ludzi, którzy stosują przestarzałe metody nauczania, unikają nowych środków przekazu. Rośnie grupa rodziców, którzy chcą, by ich dzieci uczęszczały na lekcje etyki lub nauki o religiach. Nie podzielam zdania biskupów, że te 20 lat nauczania religii w szkołach to sukces. Efekty nauczania są dużo gorsze niż w PRL – uważa publicysta, Adam Szostkiewicz.
Nauczanie religii winno wrócić tam gdzie jest na to miejsce – do salek przy kościołach, gdzie młodzież przychodziłaby z własnej, nieprzymuszonej woli. Kiedy wprowadzano religię do szkół w 1990 roku, naiwnie sądziłem, że moje dziecko uczyć się będzie o religiach, a nie jednej, wskazanej odgórnie religii katolickiej. Okazało się, jakim naiwnym idiotą byłem wtedy. Kościół ma gdzieś młodzież. Kościół potrzebuje nowych zastępów tacowych (tych dających na tacę po mszy). Tylko to go obchodzi i kropka.
#20
Napisano 10 January 2011 - 17:23
Najgorsze jest to, że za naukę religii zabrali się ludzie, którzy nie powinni tego robić, np, były sekretarz partii w dużym zakładzie przemysłowym.
Jest tyle zakonów żeńskich i męskich, wystarczy aby tych ludzi, którzy na co dzień są zamknięci i z samotności na głowę dostają odpowiednio przygotować, religię wprowadzić do sal katechetycznych i jak powiedziano wyżej, przyjdą tam ci co chcą i pożytek będzie większy i radość kościoła też.
Jeżeli jednak nie, to trzeba wprowadzić lekcje religioznawstwa i odpowiednio poprowadzone, dadzą dzieciom o wiele więcej, jak lekcje religii. Ci co z domu poszanowanie do danej religii wynieśli zawsze znajdą sposób, aby wiedzę pogłębiać.

Logowanie
Rejestracja
Pomoc














