Samochód zatrzymuje się pod jednym wejściem. Malwina w ciemnych okularach wysiada i ani się obejrzy, nawet "cześć" nie odpowie, udaje, że mnie nie widzi. Nadal dreptam w kierunku drugiego wejścia, którym zazwyczaj wchodzę. Samochód podjeżdza na swoje miejsce parkingowe i cóż to? Zdaje mi się, czy co? Dyrektor położył się na siedzeniu, co dostrzegłam kątem oka, a wierzcie mi - nie miałam najmniejszego zamiaru się gapić. Weszłam drugim wejściem, nie słysząc za sobą odgłosu zamykanych drzwi, ani dźwięku charakterystycznego przy zamykaniu auta pilotem, ani kroków. Nie lubią mnie? To nie pierwszyzna. Ale, żeby aż tak na mnie reagować i omijać mnie szerokim łukiem? Nie gryzę przecież.
Zapomiałam w trakcie obowiązków o całej sprawie. Tylko później przełożony coś zaczął gadać na temat dyrektora. Ja, tak tylko, dla podtrzymania konwersacji rzekłam: "widziałam go rano z Malwinką". On mi na to "Oni są parą." A ja: "No nie! Co pan powie."
Wyszło śmiesznie, bo te ich dziwne uniki wzbudziły moje podejrzenia. Gdyby razem wysiedli z samochodu, nie zwróciłabym na nich uwagi. Dziwaczna konspiracja ujawniła prawdę.
Nie obchodzi mnie zbytnio ten związek, więc więcej pytań nie zadawałam.
Do czego zmierzam - czy uważacie, że taką sytuację, jak w opisanym przykładzie, trzeba ukrywać? Jak długo można to robić nie wzbudzając sensacji. Tajemnica Poliszynela. Ludziska i tak o tym wiedzą, a oni jakieś indiańskie podchody wyczyniają. Zabawne.
Użytkownik Margola edytował ten post 24 May 2008 - 16:46

Logowanie
Rejestracja
Pomoc


.jpg)















