Przemoc w szkole - jak sobie z nia radzicie?
#1
Napisano 17 June 2006 - 11:51
Sama bylam swiadkiem kiedy gimnazjalista celowo przestraszyl pierwszolkasistke i doprowadzil ja do lez. Swoje dzieciaki musze sprowadzac na swietlice po lekcjach bo same boja sie schodzic. A juz najbardziej zaskoczyl mnie fakt, kiedy chcialam podczas lekcji wyrzucic za drzwi najgorszego urwisa w klasie - poprosil, czy moglby stanac w kacie, bo wyjsc sam na korytarz sie boi. Na pytanie: dlaczego? Odpowiedzial: bo tam sa duzi chlopcy. Zauwazylam tez, ze dzieci nie lubia chodzic do lazienki w czasie przerwy. Denerwowalam sie gdy zaraz po dzwonku na lekcje ustawiala sie do ,mnie kolejka maluchow, ktore musza natychmiast do toalety. W koncu mnie cos tknelo i zaczelam drazyc temat. One sie poprostu boja chodzic do lazienki na przerwie, bo jest tam mlodziez ze starszych klas. Co moge zrobic?
#2
Napisano 18 June 2006 - 14:45
Wydaje mi się, że dużo tu nie można zdziałać (z Twojej strony), aby problemu nie pogłębić. Chyba należy to poruszyć na Radzie Pedagogicznej, niech swoimi podopiecznymi zajmą się pedagog, wychowawynie gimnazjalistów, niech zainterweniuje dyrektor, jak będzie trzeba. Później bowiem, jak Twoi wychowankowie wyrosną na "dużych chłopców", będą robić to samo pierwszoklasitom.
Poza tym (ale to na pewno wiesz) Twoim zadaniem jest chronić, nie bagatelizować, chodzić z nimi do kibelka jak będzie trzeba...
#3
Napisano 18 June 2006 - 15:10
Do kibelka na razie z dziecmi nie chodze, ale zgodzilam sie na wychodzenie do ubikacji w czasie lekcji - to jednak nie rozwiazuje problemu.
Dyrekcja jest swiadoma co sie dzieje w szkole. W zeszlym semestrze mielismy przypadek, ze starszy uczen popchnal tak mocno pierwszoklasistke, ze ta przewrocila sie i zranila w "intymne" miejsce. Nie powiedziala o tym nikomu, ale miala klopoty z siusianiem i zaczela krwawic. Gdy w koncu rodzice zorientowali sie co sie dzieje, pojechali z nia do szpitala, a tam, lekarz natychmiast zglosil sprawe na policje. Policja natomiast przeprowadzila sledztwo w sprawie prawdopodobnego molestowania seksualnego - nie tylko rodzina musiala odpowiadac na pytania, ale tez szkola wyjasniala cala sytuacje. Nie musze mowic, jak niemile to bylo dla wszystkich. Od tamtej pory zwiekszylismy liczbe dyzurow na przerwach.
#4
Napisano 18 June 2006 - 16:53
#5
Napisano 18 June 2006 - 19:51
http://img529.imageshack.us/img529/753/horseriderredbt2.png
#6
Napisano 18 June 2006 - 20:14
Dyzury o ktorych juz pisalam maja na celu tez zapobieganie przed szalenstwem na przerwie, w ciagu 10 min pausy powtarzam min. 100 razy : nie biegaj!!! Wszyscy chyba zdajemy sobie sprawe ile niebezpieczenstw czycha na rozpedzone dziecko.
Z drugiej strony bylam na szkoleniu, ktore prowadzila doswiadczona pani pedagog i ona kategorycznie twierdzila, ze dzieci na przerwach powinny biegac i sie przewracać. Jezeli bedziemy je przed bieganiem powstrzymywac to - jej zdaniem - dzieciaki nie naucza sie tak upadac aby nic sobie nie zrobic. Niby cos w tym jest, ale mam jakis wewnetrzny opor przed takim podejsciem.
#7
Napisano 18 June 2006 - 20:28
..... to sie za glowe zlapala. Nawey jezeli ta mala biegla to tamten duuuuuuzy nie musial jej pchac. Ja sie moze na tym nie znam ale uwazam ze szkola jest od uczenia sie wielu rzeczy, ale napewno nie upadania.
http://img529.imageshack.us/img529/753/horseriderredbt2.png
#8
Napisano 19 June 2006 - 07:45
Zaczęłam czytać na temat agresji, w szkole zostały zorganizowane warsztaty, łobuzy wiedziały co im grozi za wszczęcie kolejnej bójki i uspokoiło się...
Bardzo ciekawa strona na ten temat:
http://www.przemocwszkole.org.pl/
Poza tym myślę, że warto znać kontakt do fundacji:
"Bliżej Dziecka" Stowarzyszenie na Rzecz Rozwoju i Integracji Środowisk Szkolnych
Ul. Mickiewicza 27/165
01-562 Warszawa
tel./fax ( 0 prefiks 22 839-36-52)
#9
Napisano 16 August 2006 - 22:50
od 1 klasy byłem popychany i poniewierany przez rówieśników ze starszych i młodszych klas.
Nie biłem się, ponieważ rodzice mi wdrażali, ze przemoc jest... zła.
Nauczyciele nigdy nie interweniowali, nawet kiedy im się skarzyłem.
Skarrząc się traciłem na reputacji w klasie.
Rodzica się natomiast nie żaliłem.
W 6 klasie dołapało mnie 2 kolegów z mojej klasy... I zaczęli mną poniewierać, ale mi coś hmmmmmmm odbiło :mrgreen: i ich po prostu... pobiłem. Jeden poleciał na kaloryfer, drugi na parapet. Na drugi dzień było wezwanie rodziców i nieszczęsna uwaga (za pobicie kolegów).
No i oczywiście wszystko moja wina.
Ale odziwo pomogło mi to, gdyż wyrobłem sobie u nich respekt i zaczęli mnie szanowac.
Podobną sytuacje miałem w 2 klasie gimnazjum.
Wtedy uwzięli się na mnie koledzy z mojej kalsy i starsi o rok...
w mojej klasie posżło głatko, choć trudno było zachowanie wyrobić
Najgorzej było, jak jednego znokautowłem i go cucili
Kiedy wyrobiłem sobie opinię w swojej klasie przedł czas na starszych...
Tamci mną pomiatali jak szmatą...
Ale wszystko ma swoje granice. Także tutaj. Akcja zakończyła się pobiciem 2 gości, rozbiciem szyby i rozwaleniem paneli...
Miałem "wtyki" w szkole, także udało się bez policji
Naszczęście moja 2 strona jest łagodna i dostałem wzorowe :mrgreen:
Jaki był efekt tych rozbujek??
Ano taki, żę przechodząc korytarzem, czy przychodząc do szkoły, moi agresorzy juz na drugi dzień byli najlepszymi kolegami !! Wnet by mi do pośladków weszli.
Także nie wiem jak radzić sobie z przemocą w szkole, ale raczej nauczyciele i rodzice dużo do powiedzenia nie mają.
Moge poradzić tylko tyle,ze można albo dac się poniewierać, ale wtedy tak bedą z Tobą całe zycie robić, albo postawić się i nie dać się!!
To tyle i sory, żę zanudzam
pozdro scooby
#10
Napisano 16 August 2006 - 23:04
wiecz co?? mi sie wydaje ze na poniewieranie soba przez innych trzeba sobie zasluzyc... ja i moi znajomi ani nikogo nie ponizaja ani sami nie sa ponizani i maja dobra reputacje i inni ich szanuja.
ja bym miala takich "kolegow" gleboko w... nosie. nie wszyscy musza cie lubic...
a co do tego ze nauczyciele i rodzice nie maja nic do powiedzenia to chyba przesada...
http://img529.imageshack.us/img529/753/horseriderredbt2.png
#11
Napisano 17 August 2006 - 01:05
I tam ich mam
Co kraj to obyczaj, jaka szkoła, taki zwyczaj
#12
Napisano 31 August 2006 - 20:54
wiecz co?? mi sie wydaje ze na poniewieranie soba przez innych trzeba sobie zasluzyc... ja i moi znajomi ani nikogo nie ponizaja ani sami nie sa ponizani i maja dobra reputacje i inni ich szanuja.
ja bym miala takich "kolegow" gleboko w... nosie. nie wszyscy musza cie lubic...
a co do tego ze nauczyciele i rodzice nie maja nic do powiedzenia to chyba przesada...
Scooby opisał smutną rzeczywistość. I dużo do rzeczy ma szkoła. Ja chodziłem do gimnazjum, które miało opinię jednego z najgorszych w mieście
Dopiero w liceum doświadczyłem kultury. Był spokój, z każdym dało się porozmawiać, mało agresji..
Ino: w budynku mojego gimnazjum przebywało w sumie ok. 2500 ucznów równocześnie (w tym dresy i inne dziwne, które kiedyś skończyły zawodówkę, a teraz postanowiły się dokształcić ), a w LO niecałe 500
#13 Gość_~Czarna_*
Napisano 30 December 2006 - 15:08
Od 5 klasy podstawówki to ja i moja klasa terroryzujemy całą szkołe. Teraz jestem w 3 kl. Gim. i dalej jestesmy najgorsza klasą w szkole. Wszyscy sie nas boją. Kazdy omija nas szerokim łukiem, a na WF'ach w 2 osoby tępimy całą pozostalą klase. Niech ktoś podskoczy... Nie ma takiej osoby. Pozdro dla wszystkich chuliganów, nie dajcie się... Gnoic nauczycieli bo to największe gnidy w szkole.
~Kto ma wiedziec to wie
~alexa
~Ktoś
to fragmenty z pewnego forum - temat o agresji w szkole...
co o tym myślicie? :|
#14
Napisano 30 December 2006 - 16:18
Jak milo.
Nawet nie wiem co mam napisac. Jakis koszmar.
#15
Napisano 30 December 2006 - 17:08
#16 Gość_~Czarna_*
Napisano 30 December 2006 - 17:59
Heh...młodzież jest coraz gorsza i nie wiadomo jak sobie z nią radzić
#17
Napisano 30 December 2006 - 18:09
http://img529.imageshack.us/img529/753/horseriderredbt2.png
#18
Napisano 30 August 2007 - 14:00
Może podałabym namiary na swoich nauczycieli albo dyrekcje szkoły jak oni to robią, że wszysyc czują się bezpiecznie?
#19
Napisano 31 March 2010 - 12:03
Szkoła, oprócz miejsca, gdzie pobiera się naukę, powinna być "szkołą życia", "szkołą przetrwania". Natomiast w dzisiejszym świecie zamieniła się w cyrk, lub jakąś iluzję rzeczywistego świata. Według mnie, zatargi między uczniami w szkole są jak najbardziej częścią ich wychowania. Dzieci uczą się same jak zachowywać się w społeczeństwie i co robić, by nie dać się zaszczuć. Poniżanie, bicie, walki o wpływy i kombinowanie to takie "miękkie klocki", którymi młodzi uczą się zachowań i przygotowują do życia w prawdziwym świecie, gdzie, jak wszyscy wiemy, nie jest już tak łatwo. Jeżeli jakiś matoł daje sobą poniewierać, to znaczy, że jest słaby i tyle. Powinno się go uczyć w domu hartu ducha, zawziętości, a nie donoszenia. Nauczyciele powinni być w tych sprawach bezstronni. Jak można stawać po stronie nieudaczników? Potem taki człowiek dorasta z przekonaniem, że gdy ktoś go w życiu zgnoi to ktoś inny stanie za nim i będzie go bronił. I niestety się na takim myśleniu. Albo "stety".
Inna sprawa, to agresja wobec młodszych. Tą powinno się oczywiście tępić, argumentując ją tchórzostwem i nieumiejętnością znalezienia sobie równorzędnego przeciwnika.
Element agresji w szkołach był, jest i będzie nieodłącznym czynnikiem wychowawczym, dodam, że bardzo potrzebnym i nie powinno się mu przeciwdziałać, a jedynie kontrolować, żeby nie zamienił się w ogólny terror. Nie jestem za otwartym wspieraniem przemocy. Oczywiście, bójki i tym podobne sprawy powinny być karane, ale kary nie mogą być surowe, a zjawisko nie może być traktowane jako problem. Bezstresowe wychowanie w rodzinie i społeczeństwie sprawia, że dzieci szukają zwad. Agresja leży bowiem w naturze człowieka. Przemoc to nieodłączny element, który od młodego uczy jak radzić sobie w trudnych sytuacjach. Dzisiejszy świat popada w coraz większy socjalizm, ludzie są coraz bardziej leniwi, nieporadni. Wierzą, że nie muszą walczyć o swoje, bo ktoś stanie w ich obronie i zaopiekuje się nimi. Stąd społeczne przyzwolenie dla opiekuńczego charakteru państwa, zwiększenia biurokracji i kontroli nad każdym elementem życia obywateli. Wszystko to zaczyna się w szkole, gdzie agresja traktowana jest jako zło i problem, któremu trzeba przeciwdziałać.
Zauważcie pewną zależność. Dziewczyny zawsze stają u boku agresorów, tych, którzy znęcają się nad innymi. Każdy, kto uczył się w normalnej koedukacyjnej szkole zna ten fakt. Dlaczego nie stają po stronie szykanowanych?
Ano dlatego, że kobieta zawsze podświadomie szuka mężczyzny, który w razie potrzeby stanie w jej obronie, i będzie umiał dać w pysk komuś, kto ją zaczepi.
Kolejny przykład. Dlaczego zawsze agresorów jest więcej, a nigdy nie tworzą się grupki osób poniżanych, tych, którzy nie potrafią się przeciwstawić przemocy?
Dlatego, że od zawsze naturalne było, że silniejszy zyskuje sobie sojuszników. Nikt nie chciał zawierać paktu ze słabeuszami, którzy nie umieją wywalczyć sobie swojej należności.
A na koniec pytanie, na które odpowiedzcie sobie sami.
Jaki model wychowania przyjęli Twoi rodzice, gdy Ty byłeś/aś dzieckiem i czy jesteś im za to wdzięczny?

Logowanie
Rejestracja
Pomoc
















